Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Czeski błąd (Kawasakiho růže) ****

Film | Recenzje

Były UB'ek KafkaProf Pavel JosekZemsta odkładana na później przeobraża się w coś fałszywego, w prywatną religię, w mit z każdym dniem bardziej oderwany od występujących w nim osób, które w micie zemsty pozostają ciągle takie same, chociaż w rzeczywistości (chodnik bez przerwy się porusza) są już dawno kim innym. [„Żart” – Milan Kundera]

To jedno ważne zdanie z powodzeniem mogłoby posłużyć za streszczenie filmu, którego wyjątkowo idiotyczny polski tytuł sugeruje komedię i to z jakąś trywialną pomyłką. Nic z tego. „Czeski błąd” jest czeską wersją naszej „Rysy”. „Czeską”, czyli nie-aż-tak-tragiczną, prawdziwszą i bardziej ludzką. A żadnej pomyłki nie ma.

Nie mogę zdradzać treści, więc powiem tylko, że w życiu znanego dysydenta, profesora Pavla Joska – za sprawą „życzliwego” mu, pracującego w telewizji zięcia – następuje nagłe trzęsienie ziemi. W postaci … dokumentów świadczących nie tylko o jego współpracy z UB, ale też o „prywatnym” (a nawet „rodzinnym”) świństwie. Rękami UB Pavel „wysłał na emigrację” swego rywala z czasów młodości i do dziś, udało mu się to jakoś utrzymać w tajemnicy. Trzęsienie ziemi przekształca się powoli w cyklon („czeski”, czyli nie-aż-tak-tragiczny i bardziej ludzki), który gromadzi (prawie) wszystkie osoby dramatu na smutnym spotkaniu w domu profesora, gdzie w kasandrycznym nastroju dochodzi nie tyle do jakiegoś cudownego „wybaczenia”, lecz – po prostu – do pogodzenia się z losem. Kata i ofiary. Na szczęście „czeskiego”, czyli ze śladem filozoficznego uśmiechu gdzieś w tle i z taką liczbą mocno niecenzuralnych słów, że gdybym tylko kilka z nich chciał zacytować, z pewnością zamknięto by nasz portal.

Urodziny KafkiJest to jedna z ostatnich scen w filmie, która wprost genialnie zestawiona zosała przez reżysera z kolejną. Sceną urodzin w domu byłego funkcjonariusza Kafki – przed laty „prowadzącego” Joska. Rodzinne szczęście, świeczki w torcie, wnuczęta na kolanach. Jedna wielka, p… idylla.

...
- Mieliśmy w tym udział, aby szkołę przerwał.
- Załatwiliśmy kilka nocnych rewizji u nich w domu, również u ich rodziców...
- I co drugi dzień wezwania na przesłuchanie.
- Interesuje nas każdy szczegół, jeszcze nie wiemy do czego, ale wszystko może się
jakoś... no wiecie, przydać.
- Dowiedzieliśmy się o chałturach, które go miały trzymać przy życiu. To go od nich odcięliśmy.
- Miał skłonności do rozwiązywania spraw piciem, to go rozpiliśmy.
- Wahał się co do ślubu, wspieraliśmy go w tych wahaniach.
- Był zazdrosny, daliśmy mu powód.
[fragment wywiadu z przemiłym (dr Sova nie potrafi być niemiły) UB’kiem Kafką, który zaklina się, że papierosów na szyi przesłuchiwanym nie gasił, więc nie widzi powodu by miał się CZEGOKOLWEK wstydzić]

Czeski błąd (Kawasakiho růže)

Reżyseria: Jan Hřebejk
Scenariusz: Petr Jarchovský
Obsada:
Lenka Vlasáková – Lucie
Daniela Kolářová – Jana
Martin Huba – Pavel („Obsługiwałem angielskiego króla”)
Ladislav Chudík – Kafka (dr Sova ze „Szpitala na peryferiach”)

Czeski dystans lepszy od polskiego patosu

Ponieważ wczoraj miałam trochę leniwy dzień, a Marcin siedział zapracowany w swoim gabinecie, postanowiłam w końcu obejrzeć "Czeski błąd" (Marcin już a priori wyraził swoją niechęć względem tego filmu więc nie miał mi za złe, że oglądam sama).
Zwiastun tego filmu, który widziałam w kinie, poważnie mnie do tego filmu zniechęcił. Pomyślałam sobie, że będzie to kolejna rzewna historia o donoszeniu, traumie, nienawiści i tak dalej. Nic bardziej mylnego, w przeciwieństwie do polskiej "Rysy", która porusza ten sam temat, nikt tam nie wił się na podłodze, nie wymiotował, nie popadł w katatonię. Oczywiście temat jest poważny i ważny, ale co mnie uderzyło w filmie "Czeski błąd" to fakt, że w sumie wszystkim jego bohaterom dobrze się wiedzie. I tym co donosili, i tym którzy byli ubekami. Nie żyłam w tamtych czasach i sama nie wiem, czy zdobyłabym się na wielki heroizm jeżeli przyszłoby do mnie UB. Ale właśnie nie w tym rzecz, "Czeski błąd" pokazuje, że to już przeszłość, życie toczy się dalej i być może nie ma co tak tego wszystkiego rozpamiętywać. Obejrzenie tego filmu może być zatem interesującą lekcją dal nas Polaków. Serdecznie polecam...

Czy dobrze "się wiedzie"?

Swoją uwagą „bohaterom dobrze się wiedzie” zwróciłaś mi uwagę na ciekawy detal filmu. Moim zdaniem wcale NIE WIEDZIE IM SIĘ DOBRZE, tyle że umiarkowanie TO OKAZUJĄ. Nie jakoś specjalnie godnie („leci” jednak wiązanka KCHP w twarz Pavla), może za wyjątkiem Pana Kawasaki, ale zwyczajnie, (po Szwejkowsku ?) z dystansem, a jeśli cierpią, to prędzej INTROWERTYCZNIE. To może zmylić.

Histeria, lament itp. akurat nie pogłębiają dramatu, one go tylko wyjaskrawiają i to wyłącznie na zewnątrz. Nie sądzę, żeby była to jakaś specjalnie dziwna, czy też rzadko spotykana postawa – szczególnie dla ludzi z natury zamkniętych w sobie – nie obnosić się ze swym nieszczęściem i nie użalać się nad sobą. Może nie jest ono „trendy”, na pewno nie jest „medialne” ale – tak mniemam – jest to jedyne mądre wyjście. Żeby – mimo wszystko – żyć, rozwijać się, realizować jakieś plany a nie tkwić w jakimś destrukcyjnym micie. Wszystko jedno „zemsty” czy „złego losu”. To właśnie zauważyłaś – nie to, że dobrze im się wiedzie, ale to, że oni … NIE TKWIĄ. Bo, podobnie jak Ty, zauważyli pewnie, że „życie toczy się dalej”

RN