Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Czarny łabędź (Black Swan) *****

Film | Recenzje

black-swan-2.jpgblack-swan-1.jpgNie można bez końca słodzić, więc w przeciwieństwie do dwóch ostatnio recenzowanych filmów „Czarny łabędź”, także niezły, jest filmem raczej mocnym. Użyłem „raczej”, żeby niepotrzebnie nie straszyć, niemniej filmu Darrena Aronofskiego do rozrywkowych nie zaliczyłbym.

Nina (Natalie Portman) jest młodą baletmistrzynią w zespole przygotowującym się do premiery „Jeziora łabędziego”. Role są jeszcze nieobsadzone – wiadomo tylko tyle, że nie weźmie w nim udziału dotychczasowa primabalerina (Winona Rider), która – mówiąc kolokwialnie – poszła w odstawkę. Reżyser spektaklu (Vincent Cassel) wykorzystując sytuację rynkową – popyt, czyli liczba dziewcząt marzących o TEJ roli, znacznie przewyższa podaż (jest jedna TAKA rola) – cynicznie steruje dziewczętami, tak skutecznie i do tego stopnia, że z niewinnych nastolatek stają się drapieżnymi, gotowymi na wszystko zdzirami.

Uwaga! Tu najgorsze. Reżyser, teatr jako instytucja a w końcu i widzowie (płacę, więc oczekuję!) mają gdzieś, jakim (niematerialnym) kosztem spektakl się zrealizuje. Liczy się efekt, nic w tym złego, ale proszę szanownych Państwa czy myślicie, że jeśli inscenizacja odbywa się w sztafażu sceny jakiegoś Wielkiego Teatru, to różni się aż tak bardzo od jatek gladiatorów w Koloseum? Aronofski sugeruje, że wcale nie, i może jest to ta myśl, która mnie najbardziej zaintrygowała.

Nie lubię i to patologiczne, filmów o szaleństwie, nawet jeśli to jest szaleństwo „w dobrej sprawie”. Rywalizację w sztuce, balet czy samego Czajkowskiego trudno w końcu uznać za coś złego, chyba że … rywalizacja jest chorobliwa. Niemniej zamiar, by – wszak dość infantylną – intrygę „Jeziora” (Biały łabędź zakochuje się w księciu, Czarny łabędź księcia uwodzi a Biały, z rozpaczy, rzuca się w przepaść) zaprezentować w świeżej i współczesnej formie (oraz w dwóch planach - na scenie i poza nią) tak mnie wciągnął, że wytrzymałem wszystko. I pękające paznokcie w palcach stóp i „śniadanka” z (połowy) grejpfruta oraz kupki białego sera i odstawianie pluszowych misiów (poszły do zsypu) na rzecz amfetaminy.

Świetna rola Natalie Portman, bardzo dobre zdjęcia i montaż (aktorka nie jest przecież baleriną a nie widać). Scena w garderobie w antrakcie spektaklu jest wprost genialna – na naszych oczach roztrzęsiona, spanikowana panienka (ten Biały) przeistacza się w okrutnego, bezwzględnego wampa (ten Czarny). Smutno tylko, że akurat góruje „czarne” i samoniszcząca ambicja i to w świetle reflektorów oraz wiwatów publiczności. Pocieszam się myślą, że reżyser – dla wzmocnienia plastyczności przekazu – trochę przesadził i naprawdę w tym balecie aż tak źle nie jest. Serdecznie polecam, to na prawdę dobry, ostry film, choć zanadto pesymistyczny.

Czarny łabędź (Black Swan) – USA 2010

Reżyseria – Darren Arnofsky
Grają:
Nina Sayers/ The Swan Queen – Natalie Portman.
Lily/The Black Swan – Mila Kunis.
Thomas Leroy/ The Gentleman – Vincent Cassel.
Erica Sayers/The Queen – Barbara Hershey.
Beth MacIntyre/ The Dying Swan – Winona Ryder.