Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

To mi się podoba!

Kultura, różne

Skopiowałam artykuł z "Gazety Wyborczej". Bardzo mnie ucieszył konkurs o którym niżej i myślę, że warto śledzić losy wyróżnionych prac.

"Czy zięć z Wietnamu to powód do wstydu dla śląskiej rodziny? A jak przyjąć wujka, który walczył w wojnie po niemieckiej stronie? Z takimi tematami zmierzyli się autorzy sztuk po śląsku. W sobotni wieczór w teatrze Korez ogłoszono wyniki konkursu.

Konkurs na jednoaktówkę po śląsku wymyślił dramaturg i reżyser Ingmar Villqist. Chciał sprawdzić, czy język świetnie sprawdzający się w formach kabaretowych nadaje się do napisania dramatu. Nikt wcześniej tego nie próbował. Villqistowi w jego eksperymencie postanowiły pomóc agencja Imago PR, teatr Korez i katowicka "Gazeta Wyborcza". Wspólnie ogłosiliśmy konkurs.

Przez pierwsze dwa tygodnie nie zgłosił się do niego nikt. W kolejnych do naszej redakcji dotarło zaledwie kilka prac. Kiedy już zaczęliśmy tracić nadzieję, nagle, tuż przed zamknięciem konkursu, jednoaktówki sypnęły jak z rogu obfitości. Ostatecznie przysłano 37 sztuk. Ich autorzy i wielbiciele śląskiej godki szczelnie wypełnili w sobotni wieczór salę teatru Korez.

Dramat to bardzo trudna forma. Jestem pozytywnie zaskoczony ilością i poziomem nadesłanych jednoaktówek. Nie ma wśród nich prac grafomańskich, są za to bardzo precyzyjne ilustracje stanu tożsamości współczesnych Ślązaków - mówił Villqist. Sztuki pomagali mu oceniać: Mirosław Neinert, szef Korezu, Robert Talarczyk, dyrektor Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, Rafał Czechowski z Imago PR i Waldemar Szymczyk z "Gazety".

Tego wieczoru w Korezie aż roiło się od znakomitych artystów. Zwycięskie prace prócz samych jurorów z podziałem na role czytali ze sceny m.in. Bernard Krawczyk, Tadeusz Madeja i Grażyna Bułka.

Czytali tak wspaniale, że Lidię Michalską, laureatkę trzeciej nagrody za sztukę "Kościołowe dźwiyrze", doprowadzili do łez. - To ze wzruszenia! - mówiła pani Lidia. Mieszka w Wodzisławiu Śląskim i jest nauczycielką języka polskiego. Do tej pory pisała tylko scenariusze dla dzieci. "Kościołowe dźwiyrze" to jej pierwsza sztuka dla dorosłych i pierwsza napisana po śląsku. Z wymyśleniem historii nie miała kłopotu. Trochę trudności sprawiło jej tylko oddanie śląskich brzmień za pomocą liter polskiego alfabetu. - Strasznie mnie boli ten kabaretowy wizerunek Ślązaka, który mówi tylko gwarą i żywi się wyłącznie roladą z modrą kapustą. Myślę, że ten konkurs jest okazją, żebyśmy pokazali się z innej strony. Śląski to nie jest język ludzi ograniczonych, niewykształconych i prostackich. To nie gorsze od innych narzędzie wyrażania myśli i emocji - mówiła Michalska.

Drugą nagrodę przyznano Leszkowi Sobierajowi, który rozbawił publiczność sztuką "Karlus niy z tyi ziymi", opowieścią o tradycyjnej śląskiej rodzinie, do której być może dołączy zięć z Wietnamu. Pierwsze miejsce zajął Roman Gatys z Nakła Śląskiego, autor jednoaktówki "Bysuch s Reichu". On również postawił śląską rodzinę przed dylematem, jak przyjąć gościa. W tym przypadku to wujek Jorg z Frankfurtu, który nie dość, że w czasie wojny walczył po stronie Niemców, to jeszcze dostał od nich medal za zasługi. - Ta sztuka to wypadkowa rozmaitych opowieści, które opowiadali mi znajomi Ślązacy, podszyta też historią mojej własnej rodziny. Brat mojego ojca zginął na froncie wschodnim. Śląskie losy to skomplikowana sprawa - mówił pan Roman, który pisaniem zajmuje się zawodowo. Do tej pory wspólnie z żoną opisywał śląską porcelanę. Mało brakowało, a w konkursie na jednoaktówkę nie wziąłby udziału. - Znajomy powiedział mi o nim tuż przed ostatecznym terminem. Pobiegłem do biblioteki i wypożyczyłem "Dwa teatry" Szaniawskiego, żeby zobaczyć jak w ogóle zbudowana jest taka jednoaktówka. W południe usiadłem do pisania i pracowałem do 23.30. Wysłałem tekst w ostatniej chwili - opowiada Gatys.

Rezultaty tego wyścigu czytelnicy "Gazety" będą mogli poznać w najbliższy piątek. Opublikujemy w "Gazecie" zwycięską jednoaktówkę. Pozostałe dwie nagrodzone i siedem wyróżnionych sztuk będzie można czytać na naszej stronie internetowej. Ale na tym najpewniej ich historia się nie skończy. Za bardzo spodobały się jurorom. - Zrobimy wszystko, żeby z najlepszych jednoaktówek stworzyć spektakl - ogłosił ze sceny w imieniu swoim, Villqista i Neinerta Talarczyk. W planach są też warsztaty dramaturgiczne i być może przygotowanie słuchowisk na podstawie przysłanych sztuk. Już teraz wiadomo, że za rok konkurs zostanie powtórzony."
Więcej...