Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Widziałem … (te gwiazdki)

Kultura, różne

romek_2011.jpgW komentarzu do płyty NBK OD napisał: Wesoły Romku, coś niepokojącego stało się z Twoim krytycyzmem. Kilka kolejnych recenzji jest na ****. Czyżby stępiło się Twoje znane z ostrości ostrze satyry ;) OD ma najzupełniej rację, ale (oczywiście)… będę się tłumaczył.

Zauważyłem, że recenzuję (już od dawna) filmy i płyty lekkie. Czy to coś znaczy? Tak, ewidentnie „łatwiej” o nich pisać. Łatwiej też oglądać je czy słuchać. Od dłuższego czasu zmagam się (np.) z najnowszą płytą Toma Waitsa i pocę się przy niej (szczerze mówiąc liczyłem na Irka, który już na „Telemannie” o niej opowiadał), bo mam wrażenie, że musiałbym napisać coś „niecodziennego” o tej niełatwej (także do słuchania) muzyce. Niby jak? Podobnie z filmem „12-tu” Michałkowa (remake „12-tu gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta z 1957 roku). Marysia już od wielu tygodni ZABRANIA puszczania tego filmu mówiąc, że „dziś potrzebuję czegoś lekkiego, optymistycznego a nie jakieś doły”. Tu się myli, bo wcale nie są to „doły”. Ona w ogóle nie wie, co to są „doły” jestem bowiem delikatny i nie pokazywałem jej „Domu złego” Wojciecha Smarzowskiego.

Jest takie domniemanie, że lekki, łatwy film czy muzyka nie mogą być dobre. Chyba jednak mogą a jeśli przesadzam z gwiazdkami, to bardzo przepraszam i … zapraszam do dyskusji, najlepiej burzliwej. Równocześnie się cieszę, bo widocznie nie jestem aż tak zdrewniały jak myślałem i – ale tego nie rozpowiadajcie, bo jest to wielka tajemnica – naprawdę mało co mi się podoba. Jeśli coś zwróci mą uwagę, nawet z dziwnego powodu – hurra! – już się cieszę. Na wszelki wypadek – żeby nie być w sprzeczności z przydomkiem w tytule portalu.

Sorry, ale „Idę” na prawdę napełnia mnie (durnym) optymizmem i niewiele na to poradzę a choć (trochę) stresuje mnie wizja Marcina przewracającego oczyma i pomrukującego „No… znów ci szanciarze. Radosne lekkoduchy z PO!” – jakoś to zniosę. Zniosę też "szpileczkę" od OD, który najprawdopodobniej (zupełnie słusznie) uważa, że NBK na 4 gwiazdki nie zasługuje.

  • Nasza Basia Kochana i Przyjaciele **** – to rzeczywiście płyta na ***, niemniej, z powodów sentymentalnych nie WYPADAŁO mi jej schlastać. Mam awersję do smyczków w zestawieniu z piosenką turystyczną a że spółka Filar-Cygan marzy (widocznie) o wielkiej estradzie to mnie dziwi i irytuje. A może mam jakąś fiksację ma tym punkcie i dreszcz grozy, przenikający mnie, gdy słyszę smyczki powinienem ukrywać? Skrytykowałem płytę nie za pomocą gwiazdek a (wyraźnie) w tekście.
  • Across the Universe **** – to, nie przesadzam, film, którego mi bardzo żal. Wszystko w nim jest doskonałe. Muzyka, zdjęcia, nawet tempo ma niezłe. A to, że ma zbyt naiwną fabułę (dla młodzieży?) jakoś zniosłem – w końcu same piosenki Beatlesów nie są aż tak głębokie i może stąd wynika ich ponadczasowość. Wprawdzie film jest „nie wiadomo dla kogo”, ale – jak pisałem – „mi to nic nie robi” i z przyjemnością podziwiałem majstersztyki choreograficzno – inscenizacyjne, których w filmie sporo. Widać też, że realizatorzy się starali i zadbali o szczegóły a niektóre pomysły na „covery” są rzeczywiście wyśmienite. Np. wręcz namacalnie poruszające, gospelowe „Let It Be”. Zresztą wykonująca je Carol Woods została owacyjnie przyjęta na Grammy Awards w 2008 roku, czyli nie tylko mnie się podobało (choć rozumiem, że naród amerykański jako wzorzec gustu nie świadczy o mnie najlepiej). Wszystko to powoduje, że film zasługuje na pochwałę.
  • Latający mnich i tajemnica da Vinci **** – tu najbardziej przesadziłem z gwiazdkami. Film rzeczywiście ma problem przekazu, tzn. nie za bardzo wie, co przekazać a główny bohater za mało przekonywująco pokazuje swą przemianę. Za to, jakie pejzaże! Czwartą gwiazdkę film dostał wyłącznie za przypomnienie o arcyciekawej postaci – niepotrzebnie zepsutej „Janosikiem” i „Da Vinci” – prawdziwego mnicha z Czerwonego Klasztoru. Przesadziłem.
  • Fragile **** – to dla mnie płyta nudnawa, zasługująca na czyste 3 gwiazdki. Lecz – też to pisałem - ciekawostka z brazylijskim „Dźwiękiem” zwróciła mą uwagę, była dobrym tematem zagadki i, żeby nie zniechęcać a nawet usprawiedliwić jej obecność w recenzjach, dałem więcej gwiazdek. Przesada.
  • Christmas **** - tu nie mam wątpliwości. To doskonała płyta, żartobliwa i z pomysłem a jedyną jej wadą jest to, że jest "Christmas'owa". Jeśli jednak założyć, że także "lekkie, łatwe i przyjemne" może być dobre, to Pan Bublé spisał się nieźle.

Zdecydowanie potępiam

Zdecydowanie potępiam postawę OD. Jak można krytykować Kogoś za to, że pogodniej i życzliwiej patrzy na świat i ludzi. Romku nie próbuj zmieniać swojego bardziej optymistycznego odbierania sztuki różnej i jak najbardziej stępiaj to ostrze satyry.

Ja niestety widziałam „Dom zły” i nie polecam. Nie tylko za „dołowanie” ale przede wszystkim dlatego, że prócz pokazania obrzydlistwa w najbardziej skondensowanej postaci, nic nie wnosi. Nie wiem jaki był zamysł reżysera. Chlusnął na nas pomyjami ale po co?

Daję odpór

Nie mam nic przeciw optymizmowi. Jeśli jednak stosuje się skalę czterogwiazdkową, używając tylko najwyższego stopnia, stosowanie ocen mija się z celem. Wtedy należy zatytułować wykaz omawianych utworów: ostatnio podobało mi się strasznie

Widziałem (ale nie mówcie nikomu) fragmenty Tańca z Gwiazdami. Tyszkiewicz i Wodecki oceniali tańce używając wyłącznie kartoników z liczbami 9 i 10.

Czy wykazywali postawę życzliwą i optymistyczną? Jak najbardziej. Czy to było irytujące? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.

OD

O Matko Boska!

Wszyscy mają rację, ale … niezależnie od optymizmu, pesymizmu czy gustu jakieś gwiazdki dać wypada (tak się przyjęło). Przypominam:

    * Dno, beznadzieja, lepiej omijać z daleka.
    ** Słabe, można dać spokój, szkoda czasu.
    *** Może być, niezłe, OK.
    **** Dobre, coś w tym jest. Bardzo dobre, ale...
    ***** Bez wątpienia bardzo dobre. Arcydzieło, najwyższa półka, super.

Biorąc pod uwagę, że arcydzieła zdarzają się rzadko i równocześnie szkoda czasu na pisanie o czymś słabym … pozostają 3 lub 4 gwiazdki. AŻ TAKI WIELKI WYBÓR to nie jest, choć różnica między (hipotetycznym) 5 a 3 będzie wyraźna. Przypominam, że piszę tylko o tym, o czym uważam za stosowne, a nie o tym, co mi przysłano z wydawnictwa, więc nie jestem narażony na konieczność odnoszenia się do czegoś-tam. Jeśli obejrzałem 20 filmów i WYBRAŁEM z nich (w myślach) 3 do recenzowania, to wcale nie oznacza, że nie daję (w pamięci) 1 czy 2 – tylko nie chce mi się o tym pisać. Po co? Rzeczywiście można by użyć ostatnio podobało mi się strasznie, ale gdybym miał taki kaprys i zastosował jakąś skalę do stopniowania „podobania”: *****podobało mi się strasznie, ****podobało mi się i ***podobało mi się trochę … wychodzi na to samo.

Byłem pewien, że chodzi zupełnie o coś innego a ze zdziwieniem stwierdzam, że cenna uwaga OD o gwiazdkach (zmusiła mnie do przemyślenia) wywołała jakąś dziwną dyskusję o sensie czy bezsensie stawiania ocen.

W takim miejscu (nasz portal) i w takim celu (polecamy) gwiazdki są równie dobre jak ich brak. Np. w artykule „10 płyt, które wstrząsnęły światem” gwiazdek w ogóle nie dawałem, nie przyszło mi to do głowy. Całe szczęście, bo wszystkie płyty miałyby 5 gwiazdek (taki był cel artykułu) a wtedy dopiero by mi się dostało! W porównaniu ze mną – bałwochwalczym gloryfikatorem – Wodecki byłby niczym średniowieczny kat bezlitośnie (acz sprawiedliwie) ścinający głowy bezbronnym białogłowom.

RN

P.S. „Taniec z gwiazdami” NIE JEST KONKURSEM, a programem rozrywkowym. Widz ma się dobrze bawić i tyle. Już dużo WCZEŚNIEJ zdecydowano, KTO ma wystąpić (i po co) a jurorzy w tym programie nie są do OCENIANIA. Są jego ATRAKCJĄ, jak te małpy w ZOO. Gdybym był Wodeckim, za odpowiednią opłatą pozwoliłbym zrobić z siebie małpę, ale z lenistwa też dawałbym tylko 2 oceny. W jednej ręce trzymałbym jedną kartkę, w drugiej drugą i – przypadkowo, najlepiej nie pamiętając, która kartka jest w lewej a która w prawej ręce – podnosiłbym albo lewę, albo prawą rękę. Ja to rozumiem. Niepokoi mnie tylko to, że oboje zdecydowali się na te same liczby: 9 i 10. Byłoby ZNACZNIE ŚMIESZNIEJ, gdyby Wodecki miał 9 i 10 a Tyszkiewicz 1 i 2, niestety … jest BARDZO PRAWDOPODBNE, że liczby 9 i 10 BYŁY (i ogóle by mnie to nie zdziwiło) W UMOWIE na występ w programie.