W komentarzu do płyty NBK OD napisał: Wesoły Romku, coś niepokojącego stało się z Twoim krytycyzmem. Kilka kolejnych recenzji jest na ****. Czyżby stępiło się Twoje znane z ostrości ostrze satyry ;) OD ma najzupełniej rację, ale (oczywiście)… będę się tłumaczył.
Zauważyłem, że recenzuję (już od dawna) filmy i płyty lekkie. Czy to coś znaczy? Tak, ewidentnie „łatwiej” o nich pisać. Łatwiej też oglądać je czy słuchać. Od dłuższego czasu zmagam się (np.) z najnowszą płytą Toma Waitsa i pocę się przy niej (szczerze mówiąc liczyłem na Irka, który już na „Telemannie” o niej opowiadał), bo mam wrażenie, że musiałbym napisać coś „niecodziennego” o tej niełatwej (także do słuchania) muzyce. Niby jak? Podobnie z filmem „12-tu” Michałkowa (remake „12-tu gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta z 1957 roku). Marysia już od wielu tygodni ZABRANIA puszczania tego filmu mówiąc, że „dziś potrzebuję czegoś lekkiego, optymistycznego a nie jakieś doły”. Tu się myli, bo wcale nie są to „doły”. Ona w ogóle nie wie, co to są „doły” jestem bowiem delikatny i nie pokazywałem jej „Domu złego” Wojciecha Smarzowskiego.
Jest takie domniemanie, że lekki, łatwy film czy muzyka nie mogą być dobre. Chyba jednak mogą a jeśli przesadzam z gwiazdkami, to bardzo przepraszam i … zapraszam do dyskusji, najlepiej burzliwej. Równocześnie się cieszę, bo widocznie nie jestem aż tak zdrewniały jak myślałem i – ale tego nie rozpowiadajcie, bo jest to wielka tajemnica – naprawdę mało co mi się podoba. Jeśli coś zwróci mą uwagę, nawet z dziwnego powodu – hurra! – już się cieszę. Na wszelki wypadek – żeby nie być w sprzeczności z przydomkiem w tytule portalu.
Sorry, ale „Idę” na prawdę napełnia mnie (durnym) optymizmem i niewiele na to poradzę a choć (trochę) stresuje mnie wizja Marcina przewracającego oczyma i pomrukującego „No… znów ci szanciarze. Radosne lekkoduchy z PO!” – jakoś to zniosę. Zniosę też "szpileczkę" od OD, który najprawdopodobniej (zupełnie słusznie) uważa, że NBK na 4 gwiazdki nie zasługuje.
- Nasza Basia Kochana i Przyjaciele **** – to rzeczywiście płyta na ***, niemniej, z powodów sentymentalnych nie WYPADAŁO mi jej schlastać. Mam awersję do smyczków w zestawieniu z piosenką turystyczną a że spółka Filar-Cygan marzy (widocznie) o wielkiej estradzie to mnie dziwi i irytuje. A może mam jakąś fiksację ma tym punkcie i dreszcz grozy, przenikający mnie, gdy słyszę smyczki powinienem ukrywać? Skrytykowałem płytę nie za pomocą gwiazdek a (wyraźnie) w tekście.
- Across the Universe **** – to, nie przesadzam, film, którego mi bardzo żal. Wszystko w nim jest doskonałe. Muzyka, zdjęcia, nawet tempo ma niezłe. A to, że ma zbyt naiwną fabułę (dla młodzieży?) jakoś zniosłem – w końcu same piosenki Beatlesów nie są aż tak głębokie i może stąd wynika ich ponadczasowość. Wprawdzie film jest „nie wiadomo dla kogo”, ale – jak pisałem – „mi to nic nie robi” i z przyjemnością podziwiałem majstersztyki choreograficzno – inscenizacyjne, których w filmie sporo. Widać też, że realizatorzy się starali i zadbali o szczegóły a niektóre pomysły na „covery” są rzeczywiście wyśmienite. Np. wręcz namacalnie poruszające, gospelowe „Let It Be”. Zresztą wykonująca je Carol Woods została owacyjnie przyjęta na Grammy Awards w 2008 roku, czyli nie tylko mnie się podobało (choć rozumiem, że naród amerykański jako wzorzec gustu nie świadczy o mnie najlepiej). Wszystko to powoduje, że film zasługuje na pochwałę.
- Latający mnich i tajemnica da Vinci **** – tu najbardziej przesadziłem z gwiazdkami. Film rzeczywiście ma problem przekazu, tzn. nie za bardzo wie, co przekazać a główny bohater za mało przekonywująco pokazuje swą przemianę. Za to, jakie pejzaże! Czwartą gwiazdkę film dostał wyłącznie za przypomnienie o arcyciekawej postaci – niepotrzebnie zepsutej „Janosikiem” i „Da Vinci” – prawdziwego mnicha z Czerwonego Klasztoru. Przesadziłem.
- Fragile **** – to dla mnie płyta nudnawa, zasługująca na czyste 3 gwiazdki. Lecz – też to pisałem - ciekawostka z brazylijskim „Dźwiękiem” zwróciła mą uwagę, była dobrym tematem zagadki i, żeby nie zniechęcać a nawet usprawiedliwić jej obecność w recenzjach, dałem więcej gwiazdek. Przesada.
- Christmas **** - tu nie mam wątpliwości. To doskonała płyta, żartobliwa i z pomysłem a jedyną jej wadą jest to, że jest "Christmas'owa". Jeśli jednak założyć, że także "lekkie, łatwe i przyjemne" może być dobre, to Pan Bublé spisał się nieźle.

Najnowsze komentarze
1 tydzień 6 dni temu
3 tygodnie 15 godzin temu
3 tygodnie 4 dni temu
9 tygodni 2 dni temu
9 tygodni 4 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 6 dni temu
9 tygodni 6 dni temu
10 tygodni 5 dni temu
10 tygodni 5 dni temu
10 tygodni 5 dni temu