Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Karrin Allyson

Muzyka

Jakiś czas temu zainteresowałem się Jaques'em Brelem. Stwierdziłem, że może nie jest on Europejskim odpowiednikiem Boba Dylana, który napisał całą masę piosenek od lat śpiewanych przez tłumy wykonawców, ale "Ne me quittes pas" Brela stało się wręcz standardem i jest jednym z utworów, dla których bardzo często produkuje się modne ostatnio covery.

Szukając różnych wykonań piosenek Brela, trafiłem na dość ciekawe wykonanie "Ne me quittes pas". Po angielsku nazywa się to "If You Go Away" a Pani, której głos przyciągnął moją uwagę nazywa się Karrin Allyson. Zapamiętajcie to nazwisko! To dość młoda wokalistka jazzowa (pierwsza płyta 1992) - chyba jeszcze nie odkryta w Polsce, bowiem nie znalazłem śladu jej biografii ani w Onecie ani w Jazz Forum. Przeglądnąłem natomiast Amazon. Uwaga! WSZYSTKIE płyty, a wydała ich kilka (8), są cztero- oraz pięcio- gwiazdkowe. To rzadkość, bo nawet najlepszym zdarzają się wpadki. Komentarze natomiast są typu: "This lady can sing! ", "See this woman live - you won't believe your ears!", "What an amazing young woman!", "Beautiful phrasing", "A wonderful collection of standards! ". Moim zdaniem, nie ma w tym ani trochę przesady, przesłuchałem bowiem jej wszystkie płyty i .. nie mam po prostu słów. Poza głosem, jazzowym filingiem, ma coś, co niezwykle lubię - śpiewa, co lubi (a ma gust, oj ma!) i wyraźnie jej się to podoba. Takie wrażenie miałem - już dość dawno temu - przy słuchaniu płyty "Buena Vista Social Club" - odczuwalna, namacalna wręcz radość z tego, że się śpiewa. Trudno to opisać ale Pani ma taki jakiś magnetyzm w głosie, że trudno się jej oprzeć. Jak zaczniesz słuchać, nie możesz przestać.

Zacząłem od płyty typowo jazzowej "Ballads, Remembering John Coltrane" z bardzo niebanalnym wykonaniem moich ulubionych skądinąd ballad Coltrane'a. Piękna, ciekawa płyta. To był jednak dopiero początek. Z "pewną dozą nieśmiałości" spróbowałem inną płytę Karrin - "Collage". Jak sama nazwa wskazuje to istna zbieranina - różne style, nastroje, kompozytorzy. Są tam i jazzowe standardy i Beatlesi i muzyka z filmu "Kobieta i mężczyzna". Co więcej Pani śpiewa w 3 językach: po francusku, portugalsku i angielsku oczywiście - jak to może być dobre (pomyślałem). O matko boska! To nie tylko jest dobre, aż trudno uwierzyć ale to jest przecudne! Piękne, oszczędne aranżacje, a choć są i ballady z akompaniamentem gitary i brawurowo wykonane jazzowe czy wręcz rockowe kawałki, wszystko jakoś tak świetnie "skomponowane", dobrane i doskonale zaśpiewane, że aż miło słuchać. Jest na tej płycie piosenka "Here, There and Everywhere" Beatlesów - genialnie wykonana przy akompaniamencie gitary i sekcji rytmicznej. Jest tam taki świetny bas (głos+kontrabas.. ale pomysł!), że dech zapiera. Chyba się w niej zakochałem (w piosence oczywiście) - jakiś czas słuchem w kółko nie mogąc wyjść z podziwu.

Moja fascynacja Panią Karrin trwała jakiś czas - kilka miesięcy - i doszło do tego, że nie tyle jestem zafascynowany Panią Allyson ale moją nią fascynacją (wiem, że to matactwo słowne ale mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli). Przydarzyło mi się to dopiero na stare lata, ale wreszcie zrozumiałem na czym polega to zjawisko, że nastolatki mogą mdleć na koncercie swego ukochanego wykonawcy. Uderzenie przyszło wtedy, kiedy po raz pierwszy słuchałem innej płyty Karin: "I Did'nt Know About You". Cóż to za dziewczyna! Trzeba mieć nerwy, jaja i niezwykłą pewność siebie, żeby na debiutanckiej (!!) płycie umieścić piosenkę wykonaną przy akompaniamencie ... bębnów. To "What a Little Moonlight Can Do" - standard wykonywany jeszcze przez Billy Holiday (o innych nie wspomnę). Jest tam oczywiście wiele innych, przepięknych, świetnie zaaranżowanych kawałków ale gdybym był nastolatkiem i na koncercie słuchał "..Little Moonlight..", pewnie bym zemdlał. W recenzjach omawiam: