
Wiadomo... każdy pretekst jest dobry byleby nie pisać pracy doktorskiej. Mój ukochany tata raz po raz daje mi do zrozumienia, że się na jego portalu nie produkuję. Niniejszym staram się zmienić tę sytuację.
Jakaż może być lepsza okazja do dyskusji nad kondycją polskiego kina niż trzech filmoznawców zamkniętych przez siedem godzin razem w samochodzie, w drodze na festiwal Camerimage w Bydgoszczy. Cóż nam z tych rozmów wynikło... Nie jest tak źle, ale też zbyt dobrze nie jest, czyli normalnie. Polskim reżyserom zazwyczaj brakuje odwagi wyjścia poza polskie piekiełko, w którym rządzi Andrzej Wajda i PISF. Chlubnym kontrprzykładem jest tutaj Lech Majewski, który całym tym polskim światkiem po prostu mało się przejmuje. Dzięki temu w Bydgoszczy, gdzie jego "Młyn i krzyż" nie był zapewne wcześniej wyświetlany, na festiwalu kolejka po bilety niemalże wychodziła na zewnątrz.
Generalnie polskie kino oscyluje między dwiema skrajnościami: albo są to czystko komercyjne, raczej głupawe komedie albo bardzo poważne, smutne filmy, w których zazwyczaj niewiele się dzieje. Co do komedii, to wczoraj na nowym kanale Kino Polska Muzyka trafiliśmy akurat na program o przedwojennych komediach i zgodnie (ja i mój mąż) doszliśmy do wniosku, że są one dużo lepsze i śmieszniejsze niż współczesne "Cicho", "Testosteron", "Lejdis" i tego typu podobne produkcje. Co się zaś tyczy grupy drugiej, reprezentowanej zazwyczaj przez grubą i brudną Kingę Preis, upaćkane wunglem śląskie dzieci bez bucików to wionie od niej nudą jeszcze bardziej niż od Adamczyka i Karolaka rozprawiających o rozmiarach kobiecych piersi. A piszę o tym dlatego, że dopiero wczoraj odkryłam krótki film reklamujący pokazy polskich filmów na festiwalu w Melbourne i wydaje mi się, że nikomu wcześniej nie udało się bardziej trafnie ująć specyfiki polskiego kina. Filmik można zobaczyć tutaj tutaj.
To wszystko jest jednak tylko wprowadzeniem do recenzji filmu "Róża", który zobaczyłam właśnie na festiwalu w Bydgoszczy i który niestety niebezpiecznie zbliża się do tego drugiego bieguna tak błyskotliwie podsumowanego w australijskim filmiku. Wojtek Smarzowski to jeden z moich ulubionych reżyserów i choć w jego filmach występuje gruba Kinga Preis, to zazwyczaj jest w nich też pewien naddatek powodujący, że pomimo z pozoru banalnych sytuacji, po prostu jestem nimi poruszona. Poza tym udaje mu się poprzez krótką indywidualną historię bohaterów pokazać jakąś poważniejszą katastrofę, która dotyczy ogółu świata, w którym oni żyją.
Pozornie film "Róża" podąża utartym już przez Smarzowskiego torem, znowu jest historia bohatera i brutalna rzeczywistość z którą musi się mierzyć, a wszystko to jest tylko małym wycinkiem okrutnego powojennego świata tworzącej się dopiero co Polski Ludowej. Niestety brak temu wszystkiemu intensywności poprzednich filmów, które zrealizował Smarzowski. W recenzji Malwiny Grochowskiej na Filmwebie, której nie czytałam w całości, ale po prostu wyświetla się w Google, po wpisaniu hasła "Róża" jest napisane, że film ten to "przeżycie intensywne i brutalne", ale właśnie wcale tak nie jest. Rzeczywiście film jest dość brutalny i są to jedyne momenty, kiedy widz budzi się z letargu oczekując, że w końcu coś się wydarzy. I z góry chcę tu odeprzeć wszelkie argumenty, że jestem naiwnym widzem, którego rusza tylko przemoc. Bo jak słusznie zauważyła wyżej wymieniona recenzja w "Roży" nie ma nadrealizmu, który sprawiał, że filmy Smarzowskiego dotykały pewnego immanentnego zła, które gdzieś tam ukryte tkwi w każdym z nas (oczywiście nie wszyscy muszą się z takim argumentem zgadzać) i dlatego właśnie były tak poruszające.
W "Róży" większość scen jest niestety płytka i banalna. Pełno w niej momentów serialowych: Ona stoi, cisza, nic się nie dzieje, w końcu mówi do własnej brody: "kartofle mam, ale trzeba odminować". Cisza, on nic nie mówi, pusty wzrok, w końcu odzywa się: "dobra, rozminuję". Jest dramat! Nie wiadomo tylko czyj. Można by przypuszczać, że od czasów Rejsu (powołuję się na tę błyskotliwą scenę, choć przyznaję, że za całym filmem nie przepadam i się tego nie wstydzę), kiedy to inżynier Mamoń utyskiwał nad kondycją polskiego kina niewiele się zmieniło. Nuda bierze się chyba najbardziej stąd, że nikt w tym filmie nie jest z krwi i kości, wszystkie postacie są tylko zarysowane, łącznie z parą głównych bohaterów. Ani nie ma tam prawdziwych złych Rosjan, ani Mazurów, ani w ogóle właściwie nikogo. Gruba Kinaga Preis nie odzywa się w ogóle. Być może Smarzowski się postarzał i chciał nieco stępić ostrze, ale nie wyszło mu to na dobre. Tak zresztą podsumował moje i naszego znajomego mało entuzjastyczne reakcje mój mąż: "film nam się nie podobał, bo w końcu pojawia się w filmach Smarzowskiego jakiś pozytywny bohater, pozostaje jakiś promyk nadziej i to nas wkurza". Nie przeczę, ten optymizm w zestawieniu z całym okrucieństwem i gwałtami, jakie oglądałam przez półtorej godziny wydaje mi się na wskroś nieautentyczny. Jest to więc może po prostu kwestia pewnego braku konsekwencji i tego, że jeden dobry pośród bandy złych zawsze będzie się nam wydawał nieco głupi i naiwny (tu podejrzewam Bożena może się zbuntować).
Temat filmu jest naprawdę interesujący i głównie dlatego jest wart obejrzenia, ale niestety nie udało się Smarzowskiemu do końca go wyzyskać. Historia jest opowiedziana jak banalna, obyczajowa epopeja z wojną w tle przez co bardziej jest to pocztówka w typie "Cyrulika syberyjskiego" niż jakiś poważny film. Czyli do Oskara myślę by się nadał, tylko niestety nie ma tam Żydów. Jedyny nadrealizm jaki udało się Smarzowskiemu wpleść do "Róży" to zupełnie nierealny z punktu widzenia realiów historycznych happy end z pięknym mazurskim pejzażem w tle pokazanym oczywiście w sepii. Na Oskara idealnie.
Pomimo jednak tych wielu wad chciałam tylko zaznaczyć, że film wart jest obejrzenie, bo i tak na tle polskich pseudo-historycznych produkcji pozytywnie się wyróżnia. To jest zresztą bardzo ciekawy wątek, ponieważ Smarzowski zupełnie nie jest w naszym kraju postrzegany jako reżyser filmów narodowych. Wiadomo narodowe, historyczne to są "Katyń", "Czarny czwartek" i "Popiełuszko", tymczasem "Dom zły" i "Róża" mówiąc o realiach PRL zdecydowanie dużo więcej niż te wszystkie patriotyczne freski nastawione tylko na to, że pójdą na nie dzieci ze szkoły.

Najnowsze komentarze
1 tydzień 6 dni temu
3 tygodnie 15 godzin temu
3 tygodnie 4 dni temu
9 tygodni 2 dni temu
9 tygodni 4 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 6 dni temu
9 tygodni 6 dni temu
10 tygodni 5 dni temu
10 tygodni 5 dni temu
10 tygodni 5 dni temu