Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Czy Pasikowski powienien przepraszać za "Pokłosie"?

Film | Recenzje

„Czy Pasikowski powinien przepraszać za Pokłosie?” - tak brzmiał temat dyskusji w radiowej Trójce. Takie momenty mają i swoje pozytywne strony – po raz kolejny zaczynam wierzyć w to, że studia filmoznawcze miały jednak jakiś sens i że być może przydałyby się nie tylko mnie, ale na pewno temu, kto ów kuriozalny temat dyskusji wymyślił. Nie mam nawet zamiaru odnosić się do poruszonej w pytaniu kwestii, bo już samo pytanie zostało po prostu źle zadane. Z przerażeniem stwierdzam, że wielu ludzi nie odróżnia filmu fabularnego (który jest fikcją) od rzeczywistości i traktuje film Pokłosie, jakby był on dokumentem, no lub co najmniej odzwierciedleniem jakichś realnych wydarzeń. Z pewnością mają na to wpływ liczne telewizyjne blockbustery w typie Pamiętników z wakacji lub Trudnych spraw, które sączą w ludzkie mózgi Polsat i TVN. Tak więc chciałabym zaznaczyć, że istnieje coś takiego jak sztuka, a jeżeli film nią nie jest, to przynajmniej wytwór kultury i jest on oczywiście elementem rzeczywistości, ale raczej jej interpretacją, odzwierciedleniem. Nie na darmo podpisuje się z twórcami filmu umowy o dzieło z przekazaniem praw autorskich. Film to autorska wizja i jak się komuś on nie podoba, zawsze może się negatywnie wypowiedzieć na jej temat (blogów i forów ku temu w obecnych czasach nie brakuje), ale żeby autor miał przepraszać za film, za swoją wizję prywatną, autorską? Jest w tym jakieś głębokie niezrozumienie zasad sztuki, kultury. I to mnie martwi.
A samo Pokłosie obejrzeć można. Jest to film z pewnością na europejskim poziomie jeżeli chodzi o realizację. I nawet Maciej Stuhr świetnie się sprawdza jako polski chłopek-roztropek. Mnie rozczarowało jedynie to, że spodziewałam się jakiego nowego, kontrowersyjnego spojrzenia na kwestię relacji polsko-żydowskich, a reżyser w zasadzie pokazał tylko historię, jaką już wszyscy znamy, i którą przerobiliśmy przy okazji wydania książki Sąsiedzi. W sumie więc nawet o żadnych kontrowersjach nie może tu być mowy. Dlatego tym trudniej jest mi zrozumieć wszelkie dyskusje, związane z filmem, który można obejrzeć bardziej chyba jako thriller (i w tej kwestii akurat się broni), niż jakieś ważne światopoglądowo dzieło.

Pokłosie Pokłosia

Podobnie jak Jarek K. nie oglądałem filmu i jak on mam na ten temat wyrobione zdanie. Tyle że polega ono na tym, że chcę ten film zobaczyć.

Choć nie ukończyłem stosownych studiów, samodzielnie doszedłem do wniosku, że film fabularny to realizacja jakiegoś pomysłu twórcy.
Dopuszczam nawet myśl, że pomysł ten nie odzwierciedla jego poglądów. Motywacją do powstania filmu może być chęć przedstawienia nowej techniki narracji, sposobu fotografowania lub różna, od powszechnie znanych, wizja artystyczna.

Jest faktem, że Polacy mordowali Żydów, nie brakowała szmalcowników, a po wojnie, co trudno sobie dziś wyobrazić, miały miejsce pogromy. Jedwabne, Kielce, Radziwiłów to (bardzo późno) ujawnione miejsca, gdzie takie zbrodnie zostały popełnione. Nie znaczy to, że wszyscy Polacy to walczący i zbrodniczy antysemici. Pewnie tacy ludzie to zupełny margines, ale zbrodnie Polaków na Żydach są niezaprzeczalne, podobnie jak zbrodnie Żydów na Polakach. Ciekawe, że Nasza klasa, Słobodzianka, nie wywołała takiej dyskusji (może krytycy Pokłosia nie chodzą do teatru i nie czytają książek?).

Pomysły, aby film fabularny ukazywał wyważoną prawdę historyczną,lęgną się w głowach tzw. Prawdziwych Polaków. W ich umysłach pokazywanie złych cech naszego mesjanistycznego narodu, to zdrada i zaprzaństwo. Stąd prosta droga do twierdzenia, że należy zabronić produkcji filmów, w których nasz rodak jest przestępcą, bo przecież większość Polaków to ludzie uczciwi. Za brukanie wizerunku Polaka należy więc odebrać prawo wykonywania zawodu. Oczywiście, podobnym ostracyzmem powinni zostać objęci twórcy pokazujący Polaków o orientacji homoseksualnej.

Dyskusja nt. Pokłosia ujawnia z jednej strony brak zrozumienia istoty sztuki przez środowisko zwące się patriotycznym, z drugiej strony ich głęboki kompleks niższości. Tylko ludzie dotknięci takim kompleksem nie dopuszczają bowiem żadnej krytyki.

To, że takie defekty intelektualne dotykają Wszechpolaków i kiboli, specjalnie mnie nie dziwi. Gorzej, jeśli poglądy takie głoszone są przez czołowych polityków pretendujących do sprawowania rządu dusz.

Przepraszam za ten wątek polityczny, ale trudno oddzielić, akurat w tym przypadku, dyskusji o sztuce filmowej od polityki.

Przepraszaj, bo ...

Widzę, że niesamowicie przejęliście się „istotą sztuki” a przynajmniej tą jej częścią, która zahacza o wolność twórczą, swobodę wyrażania czegoś czy też „się”. Byłbym ostrożny. Pan Ryszard Nowak, ten od obrażania uczuć religijnych (Nergal, Doda) wytoczył już KILKADZIESIĄT procesów, z których wiele wygrał. Przepraszano. Wspomnę też o przepraszaniu naszego prezydenta „kartofla” za jakiś artykuł w niemieckim brukowcu a o ile wiem przykładnie ukarano też jakiegoś nierozgarniętego internautę za wyrażanie swego zdania na temat prezydenta „myśliwego” (za co sam zresztą przeprasza obrońców zwierząt). Ile mam podać przykładów z których wynika, że obrażanie i przepraszanie jest TRENDY. Podobnie jak składanie doniesień do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

Sam wymyśliłem dobry przykład.

Niedawno boski Rod Stewart wydał swą najnowszą płytę „Merry Christmas, Baby”. Rozumiem, że strasznie drażni Amerykanów to, że jakiś-tam Szkot (!) zabiera im sprzed nosa pieniądze i to przed Świętami a jeszcze bardziej ich drażni to, że robi to skutecznie od kilku już lat, ale kiedy w poważnym portalu przeczytałem (nieco ubarwiam) „Brawo! Świetna płyta na Boże Narodzenie, na sprawunki w tłumie i zgiełku sezonu zakupowego, na pięknie opakowany prezent jako załącznik do rozczulających życzeń” … nie żebym miał ochotę napisać coś o tym albumie, ale po prostu muszę zaprotestować.

Jak inne zresztą ostatnie płyty Stewarta i ta oceniana jest źle a ona wcale taka zła nie jest. Jest po prostu bez wyrazu, tzn. nikomu nie zaszkodzi, ale konia z rzędem temu, kto zapamięta z niej jakąś piosenkę. Może jest bardziej bez wyrazu niż inne „Songbook’i” Stewarta za to podobnie bez wyrazu jak dziesiątki innych „christmasowych” płyt. Rozumiem, że każdy ma prawo do swych sądów, że „opis” nie jest rzeczywistością a sztuka życiem, niemniej …

Jeśli jakiś-tam Amerykanin (!) NAZBYT KRYTYCZNIE ocenia NASZEGO Roda (Szkocja to w końcu to nasza Unia Europejska), to proponuję, żeby Parlament Europejski wystąpił do portalu AllMusic z oficjalnym żądaniem PRZEPROSIN – nas wszystkich, szlachetnych Europejczyków – za tę recenzję. Ha!!

Jeśli chcielibyście, spodziewacie się, że żyjemy (powinniśmy żyć) w świecie powszechnej swobody wypowiadania się, to – moim zdaniem – jesteście w błędzie. Jeśli bowiem można obrazić czyjeś (subiektywne i abstrakcyjne) uczucia religijne (a można), to właściwie dlaczego nie można obrazić ksenofobicznych uczuć jakiegoś – jak to zgrabnie określił OD – kibola (będzie przepraszał!). Kibol nie ma praw i uczuć? A „święty” Pan Ryszard Nowak ma? A ja mam?

Uczucia i ich obrażanie to koszmarna pułapka. Jak się zacznie, to nie da się skończyć i coraz bardziej skłaniam się ku poglądowi amerykanów, że nienaruszalna jest tylko wolność słowa, wolność w ogóle a reszta – jest jak najbardziej naruszalna …

Co wcale nie chroni ich (amerykanów) od obsesjyjnej poprawności politycznej i od przepraszania (np.) za jakiś niemądry film („Innocence of Muslims”). Wszystko, co od słów „Pomysły, aby film fabularny…” napisał OD jest prawdą i w tym przypadku i co z tego?

Moim zdaniem sprawa nie jest wyłącznie intelektualna jak się wydaje i … przepraszanie może nie wystarczyć. Znam wielu twórców, którzy mają poglądy mesjanistyczne a nie są ani politykami ani kibolami – (np.) Nikita Michałkow, Bogdan Poręba („Hubal”), Daniel Olbrychski. Są wielbicielami dzieł „słusznych” i postaci „właściwych”. Niestety, „słuszne” i „właściwe” to podobna pułapka, kto wie czy nie bardziej niebezpieczna niż uczucia i ich obrażanie. Też prowadzi do trudnych do przewidzenia rezultatów.

Byłem świadkiem (TVP) rozmowy Pszoniaka z Olbrychskim i choć szczegółów nie pamiętam (bez specjalnego zdziwienia) zanotowałem, że Pan Olbrychski był nieco zmieszany, gdy usłyszał o propozycji (kiboli) pobicia aktora Opani za odmowę zagrania roli (chyba prezydenta?) w najnowszym filmie o tragedii smoleńskiej. Zmieszany, bo jest wielbicielem dzieł „słusznych”, w których aktorowi udziału odmówić nie wypada (nie powinno się), ale sam pomysł bicia aktorów mu się jednak nie spodobał. Zmieszany, bo nie pomyślał, że jeśli coś jest „słuszne”, to sprawy mogą zajść aż tak daleko. Otóż mogą.

Aktor Opania ma mniej szczęścia niż Pan Pasikowski. Aktorowi Opani nawet nie zaproponowano PRZEPRASZANIA. Poczekajmy trochę a kto wie może Pan Pasikowski jednak będzie przepraszał (choć ni cholery nie będzie wiedział za co) – tak na wszelki wypadek – żeby mu ktoś nie spuścił lania. Warto pokutować za film? Nie warto.

RN

po filmie

Byliśmy na filmie „Pokłosie”. Moja opinia całkowicie zgadza się z tym co napisała Monika. Też, chyba głównie przez burzę rozpętaną wokół filmu, spodziewałam się czegoś przynajmniej dyskusyjnego. Gdzie tutaj „skandal”, czy „zakłamywanie prawdy o II wojnie światowej”. Film nawiązuje do znanych i udokumentowanych wydarzeń z czasów wojny, którym zaprzeczać nie wypada. Prowadzone w klimacie zapyziałej, polskiej wsi śledztwo dwu braci prowadzi do odkrycia niechlubnej prawdy o ich przodkach i innych mieszkańcach wsi. Film ma znamiona kryminału czy horroru (w paru momentach podskoczyłam na fotelu), trzyma w napięciu, które umiejętnie podbija dobra muzyka. W filmie pokazano w dość zrównoważony sposób i tych sprawiedliwych, dążących do odkrycia prawdy i złych mieszkańców wioski, gotowych widłami i kamieniami chronić strasznej tajemnicy. Jest np. zapiekły nienawiścią młody ksiądz, podjudzający wioskową ludność i pozytywny, ludzki starszy proboszcz. Film bardzo prawdziwy tylko scena z ukrzyżowaniem, na zakończenie filmu, razi i trochę trąci kiczem.

Podoba mi się podejście scenarzysty do problemu antysemityzmu. W filmie postawa mieszkańców wioski z czasów wojny nie jest oceniana bezpośrednio. Są niedomówienia i niedopowiedzenia na ten temat, które nie upoważniają widza do osądzania ich. Pokazanie strachu tych ludzi, zagrożenia ich zdrowia i życia, czy wyborów między ja lub on, przed którymi pewnie musieli stawać, mogłoby popełnioną zbrodnię, nie usprawiedliwić oczywiście, ale jakoś zrozumieć, wytłumaczyć. Ale film jest nie o tym. Pokazuje „pokłosie” tych zbrodni i podłości. W scenariuszu pokazano jak to wyrządzone kiedyś zło wpłynęło na następne pokolenia. Dla wielu z nich ten „spadek” po przodkach stał się klątwą, która niesie za sobą kolejne akty przemocy i nienawiść. Dla których? Dla tych, którzy nie potrafili zmierzyć się z przeszłością, zaakceptować faktów i uznać, że to się zdarzyło.
Tak postawiony problem powoduje, że film jest bardzo aktualny, a agresywna reakcje po premierze „Pokłosia”, z atakami na aktorów włącznie, jest tego najlepszym przykładem.