Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Dlaczego policja się nie nabzdycza i … paranoja.

Kultura, różne

Może się mylę, ale spostrzegłem, komentarze Bożenki i Krystiana na tyle oddaliły się od tematu puszki Pandory, że postanowiłem je „przenieść” na nowy temat.

Zdiagnozowałem, w komentarzu „Kołtuństwo i dziennikarze”, że źródłem pychy zawodowej może być poczucie władzy. Wymieniłem lekarzy i dziennikarzy, ale prawnikom, moim zdaniem, też nic nie brakuje. Czemu – przynajmniej w powszechnym odbiorze – z policją jest inaczej? Oczywiście nie z każdą policją, bo np. w Rosji (a przykładów da się znaleźć więcej) to chyba najbardziej skorumpowana i nielicząca się z nikim i z niczym grupa zawodowa. Więc nie jest to sprawa samego zawodu a raczej tego, czy – wykonując jakiś zawód – musimy „liczyć się” z odbiorem, mieć na uwadze, jak jesteśmy postrzegani.

Oczywiście „władza” i konieczność „liczenia się” są umowne i względne, ale, co ciekawe, ta zasada sprawować władzę = należy liczyć się z odbiorem, mimo, iż jest dość oczywista i dotyczy wszystkich zawodów służebnych, także tych z powołania, jakoś nigdy „sama” się nie realizuje. Władza, nawet ta umowna, demoralizuje, a jedynym na to sposobem jest bezustanna presja i ocena. Niekoniecznie zewnętrzna, ale koniecznie taka, która ma na uwadze nie samo wykonywanie zawodu (taka, jest też niezbędna), tego, co i jak „wykonujemy” a bardziej percepcję, jak to jest postrzegane.

Policja i inni

Nie wiem. Może policjanci mają jakieś szkolenia, na pewno ktoś im tę „służbę społeczeństwu” wtłacza na tyle skutecznie, że działa. Może chodzą nawet na jakieś terapie porozumiewania się czy relacji, kontaktu z ludźmi. Ale policja jest państwowa i da się to zrobić, jeśli ktokolwiek „z góry” widzi taką potrzebę, poprzez system wymagań. Nie ma zmiłuj – jeśli chcesz być policjantem – musisz nie tylko dobrze strzelać (np.) i szybko biegać (np.), ale i … dogadywać się z ludźmi, nie tylko kolegami.

Nie wiem. Może lekarzom też ktoś wtłacza „służę społeczeństwu”, ale widocznie mało skutecznie. Może i jest taki wymóg zawodowy, umiejętność porozumiewania się, ale raczej lekceważony. Wątpię, czy mają szkolenia z „relacji”, na pewno nie mają terapii. Powodem jest „góra”, która nie widzi takiej potrzeby.

Pamiętam, że kiedy zacząłem interesować się „Deklaracją”, w portalu Izby Lekarskiej trafiłem na artykuł „Deklaracja wiary zgodna z prawem”. Fajnie, myślę sobie, teraz będzie szermierka na paragrafy, z pominięciem powołania, przyzwoitości i zdrowego rozsądku. Modelowe nabzdyczenie „z góry”.

Oczywiście istnieją źli policjanci, ale jeśli system jest dobry, to ich wyeliminuje. Istnieją też dobrzy (w sensie relacji z pacjentem) lekarze. Mam nadzieję, że prędzej, czy później oni dojdą do głosu. Pomogą temu korporacyjne systemy opieki zdrowotnej (dla pracowników), które będą się rozwijać ze względu na nieudolność naszych powszechnych. Nie jestem jakimś fanem korporacji (oj nie!), ale uważam, że prezentują one, nieco bardziej cywilizowane nastawienie do człowieka, niż nasze standardy. Będą też wywierać presję. Pomoże też temu, w jakiś pokrętny sposób, i „Deklaracja”, która mocno polaryzuje środowisko. Już teraz lekarze, którzy odczuwają niesmak na myśl o swoich kolegach nie wstydzą (nie boją) się go wyrazić. To tworzy lukę w żelaznej (dotychczas) solidarności środowiska i potrzebną presję, która jutro będzie większa. W związku z tym, choć nadziei na szybką poprawę relacji lekarz – pacjent raczej nie ma, bo „środowisko” nie widzi, że to takie ważne, jakieś „naturalne” procesy jednak zadziałają.

Niestety, o dziennikarzach szkoda nawet mówić. Są wyłącznie prywatni i nie służą społeczeństwu, tylko wydawcy. Szkolenia z „relacji” na pewno mają, ale uczą się na nich nie jak się porozumiewać a jak manipulować, wydobywać (informacje) i prowokować (awantury). Szans na poprawę nie widzę, będzie raczej gorzej, bo wręcz chorych przykładów traktowania ludzi przez dziennikarzy, nawet w cywilizowanych krajach, nie brakuje.

Oczywiście istnieją i dobrzy dziennikarze, ale podejrzewam, że będzie ich coraz mniej, zupełnie podobnie jak dobrych radiostacji. Zostanie nisza opiniotwórcza czy też może (oby) edukacyjna – dla potrzebujących tego ludzi – a poza tym nastanie powszechna chała. Kiczu będzie coraz więcej, ale też coraz więcej (jak serialami) będzie ludzi nią znudzonych.

Kto dziś podnieca się radiem? To idiotyczne, ale od lat odbywa się na moich oczach. Radio – w swej masie – nastawiło się na przerywaną reklamami muzykę, zupełny brak refleksji (opinii), krótkie wiadomości, czyli samo zafundowało sobie NIEPOTRZEBNOŚĆ. Może grać, może nie grać. To samo dotyczy gazet oraz telewizji. Gazety mają trochę lepiej (niż radio), bo Misiek potrzebuje ich jak powietrza (my, na wakacjach, też) a telewizja jeszcze lepiej, bo ja potrzebuję „tenisa”, Marysia i Joanna „wiadomości”, Bożenka „Idola” (czy „Mam talent”?), ale taki OD (np.) nic już nie potrzebuje. Jakiś czas to jeszcze potrwa, ale NIEPOTRZEBNOŚĆ już się zarysowuje. Tym samym „władza”, wynikająca wyłącznie z posiadania wpływu na odbiorców, sama wymknie się dziennikarzom z rąk i problem zniknie.

Paranoja

Nie znam się, więc śmiało mogę się wypowiadać. Pomijając definicje psychologiczne, które też mi się wydają podejrzane („mogą prowadzić do zupełnie różnego zrozumienia), na własny użytek jestem praktyczny, więc bardzo ostrożny. Bowiem „paranoją”, w pospolitym ujęciu, można nazwać każdą formę (nadzwyczaj) silnego zaangażowania w coś, czy (zdumiewająco) silnego skupienia się na czymś.

  • Podejrzewam (np.), że u większości naukowców w złotym wieku odkryć (XVIII) także i później, łatwo „rozpoznano” by paranoję. W niektórych, bliższych przypadkach (np. wynalazca wycieraczek), pewnie nawet nie ma co do tego wątpliwości.
  • Podejrzewam (np.), że u większości postaci z wyższej literatury byłoby dokładnie tak samo, a film – może z pominięciem komedii romantycznej, a i to nie zawsze – w zasadzie nie zajmuje się innymi postaciami. Niektóre gatunki (horror) są wręcz z definicji paranoją.
  • Podejrzewam (np.), że tak samo będzie w wielkimi odkrywcami, paranoją jest wojna, nazizm, komunizm, paranoję mają ekolodzy, entuzjaści wiatraków,
    przeciwnicy elektrowni atomowych, antyglobaliści a nawet kibice (głównie, lecz nie tylko, piłkarscy) itp.

Termin „paranoja”, przynajmniej w powszechnym języku, tak się zdewaluował, że nic już nie znaczy. Oczywiście można go używać, jako uogólnionego określenia pejoratywnego, jak podobnego, modnego dziś „hejtu”, tylko, po co?

Na ścieżkę psychologiczną bym w ogóle nie wchodził.

- Więc jak? Miewa Pan sny?
- A muszę mieć?
- Musi Pan? Proszę mi powiedzieć coś więcej o tym, że odczuwa Pan taki wewnętrzny przymus.

- Czemu jest Pan tak zaniepokojony?
- Bo rozmawiam z Panem.
- Niepokoi się Pan rozmowami? Proszę mi powiedzieć coś więcej o tym, że odczuwa Pan lęk przed rozmowami z innym ludźmi.

To jest dopiero paranoja oraz „zaburzenie toku myślenia”!