Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Umberto Eco – Cmentarz w Pradze ****

Kultura, różne | Recenzje

Umberto_Eco_Cmentarz_w_Pradze.jpgTo jedna z najzabawniejszych książek, jakie ostatnio czytałem. Słowo "najzabawniejszych", choć w pewnym sensie oddaje to, co czułem przy czytaniu, jest sporą przesadą, bo na prawdę nic śmiesznego w niej (książce) nie ma. Bowiem "Cmentarz" jest poświęcony wieloletniej, żeby nie powiedzieć wiekowej genezie "Protokołów mędrców Syjonu" – jednego z najpopularniejszych i też najgłupszych humbugów w historii cywilizacji europejskiej.

Pamflet ten, oparty rzekomo na wykładach wygłoszonych podczas I Kongresu Syjonistycznego w Bazylei (1897), został po raz pierwszy ogłoszony w petersburskim czasopiśmie "Russkoje Znamia" (1903), w dwa lata później ukazał się zaś w postaci oddzielnej książki. Data ta nieprzypadkowo zbiegła się z wydarzeniami rewolucji 1905 roku. Wszystko wskazuje bowiem na to, iż Protokoły... zostały sporządzone z inicjatywy carskiej „Ochrany”, która za ich pomocą chciała zwalczać ruch rewolucyjny. Z Protokołów... wynikało, że sprawcami wszystkich przewrotów społecznych są Żydzi, spodziewający się na tej właśnie drodze dojść do panowania nad światem [Janusz Tazbir, "PROTOKOŁY MĘDRCÓW SYJONU – Autentyk czy falsyfikat"]

Okazuje się jednak, że – jak zgrabnie wywodzi Eco – autorem tej bzdury jest włoski prawnik i fałszerz, Simone Simonini, całe lata zatrudniany przez wszelkie możliwe wywiady i kontrwywiady do preparowania "autentycznych" dowodów czegokolwiek. Głównie niezbitych dowodów istnienia głęboko zakamuflowanych SPISKÓW – masonów, żydów i cyklistów.

Nie tylko Pan Simonini jest nieodzowny, rozchwytywany i nie tylko przez polityków, delegatury wywiadu czy kontrwywiadu. Okazuje się, że w tym dymie, czy też mgle (coś jest, ale nie wiadomo co), wprost świetnie czują się … dziennikarze, ogólnie prasa, wtedy „media”. Tego nie wiedziałem, bo (naiwnie) sądziłem, że przed stu laty prasa była jeszcze jako-tako „poważna”, ale nie – tabloidy wcale nie są ani nowym ani naszym pomysłem, bo brukowce napędzane plotkami, sensacyjnymi zmyśleniami i pomówieniami, jak Lenin, były, są i będą. Wiecznie żywe.

Jest też w „Cmentarzu” całkiem interesujący inny wątek – kulinarny. Że mnie to zaskoczyło, to nie dziwi, ale sam Pan Jamie Oliver też pewnie by osłupiał słysząc, CO MOŻNA BYŁO ZJEŚĆ w Paryżu przez ponad wiekiem. Najzabawniejsze zaś było to, GDZIE MOŻNA BYŁO ZJEŹĆ. Pan Eco sugeruje, że … najlepsze jedzenie jest w … podejrzanych knajpach usytuowanych w podejrzanych dzielnicach. Oczywiście nie we wszystkich takich miejscach i na tym polegała sztuka, żeby wiedzieć CO i GDZIE. No i nie dać się okraść.

„Cmentarz” świetnie się czyta – jak dobrze skonstruowany kryminał – ale, (mnie się tak kojarzy) jak w „Imieniu Róży” jest w nim drugie, intrygujące dno. To studium działania mechanizmu manipulacji, szantażu, rozpalania namiętności, wywoływania histerii i … ewidentna przestroga, czym to grozi. Wiadomo – „każda rewolucja (czy też awantura) pożera własne dzieci” [Pierre Vergniaud, polityk francuski czasów Wielkiej Rewolucji, żyrondysta. Zgilotynowany 31.10.1793 r.].

Domyślacie się oczywiście, dlaczego właśnie teraz napisałem tę recenzję i użyłem charakterystycznych określeń „protokoły”, „głęboko zakamuflowanych spisek” oraz „mgła”. Nie chcę rozwijać tej myśli, ale mam 2 wiadomości, złą i dobrą.

Zła jest taka, że „protokoły” zawsze były, są i będą a dobra jest taka, że prędzej czy później („protokoły”) pożrą własne dzieci. Jeśli ktoś miałby jakiekolwiek wątpliwości czy rozterki powinien koniecznie przeczytać „Cmentarz w Pradze”, który serdecznie polecam, bo jest to – mimo wszystkich jej ponurych mądrości – też książka i zabawna i świetnie napisana.