Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Mały książę [Le petit prince] (2015) *****

Film | Recenzje

Maly.Ksiaze.Poster.PL.jpgMaly.Ksiaze.Screen4.jpgTo przypadek, nie jakiś pokrętny zamiar, że po raz kolejny recenzuję film dla dzieci i młodzieży, ale jeśli „Paddington” zrobi wrażenie, to „Mały książę” po prostu OCZAROWUJE.

  • Trudna bajka.
  • To nie bajka pacanie, przeczytaj książkę.

To fragment polemiki, który znalazłem na jednym z blogów filmowych a moim zdaniem obaj dyskutanci mają rację i jej nie mają, bo filmowa „bajka” nie jest wcale aż taka trudna a „Mały książę” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego wystarczająco (i sprytnie) przedstawiony, żeby czytanie nie było niezbędne.

Film dzieje się w dwóch światach. W tym rzeczywistym dzielna mała korpo-córcia przygotowuje się do ważnego egzaminu do korpo-szkoły a pomaga jej w tym (czy może nakłania do tego) korpo-szczur mama. Niestety (dla korpo), mała zaprzyjaźnia się z ekscentrycznym (eufemizm, to dziwak) starszym panem (eufemizm, to dziadzio) mieszkającym obok. I dziadzio opowiada oraz pisze dla niej, dozując kartka po kartce, historię z obrazkami. Historię o sobie, wypadku lotniczym na Saharze i spotkaniu z Małym Księciem.

W trakcie opowiadania, czy też czytania akcja przenosi się do drugiego filmowego świata, asteroidy B 612, tej ze słynną różą. A także z baobabami, barankiem, liskiem itp., czyli mamy taką historię w historii.

Łatwo się domyślić, że dziadzio jest Autorem (książki) a Mały Książę krok za krokiem, kartka za kartką „przesącza” się ze świata asteroidy B-612 do rzeczywistego korpo-świata. Z tragicznym, czy może wręcz przeciwnie, cudownym skutkiem dla tego ostatniego.



Tu – aż się boję – muszę dodać, że film jest animowany i „dwa światy” kapitalnie oddane są za pomocą różnych technologii. Ten rzeczywisty to PIXAR czy DreamWorks (chodzi o technikę, nie wykonawcę) a ten drugi … to stylistyka kukiełkowa zrealizowana z wyrafinowaniem i niezwykłym smakiem. Dałbym głowę, że kukiełki są z drewna i papieru, ale pewności nie mam, bo może istnieją już takie techniki obrazowania, że pozwolą oddać „fakturę” pomarszczonego papieru (krepy?). Jak by nie było to są najładniejsze obrazy, jakie kiedykolwiek widziałem na ekranie.






No sprytne jest to bardzo. Saint-Exupéry zanurzony w ciepłym, kolorowym, bajkowym świecie skontrastowany z zimnym, zuniformizowanym, mechanicznym światem „domów z betonu, w których nie ma wolnej miłości”. Tłumaczy się samo.

Nie ma wątpliwości, że „Mały książę” jest pomysłową i nieszablonową ekranizacją książki Saint-Exupéry’ego, ale pomysł Osborne’a nie polegał na jakimś „unowocześnieniu” oryginału. Polegał na jego „skomentowaniu” przez bohaterów filmu. Kluczowa jest postać dziadka (Włodzimierz Press), jego rozmów i przygód z korpo-córcią (Aleksandra Kowalicka). To wystarczająco uatrakcyjniło film dodając akcje oraz emocje i co może najważniejsze, pozwoliło nieco przybliżyć filozoficzną (w końcu) wymowę oryginału. Bo dziadzio trochę tłumaczy.

  • Tzn. ciekawa oraz intrygująca, tylko mam problem z niektórymi faktami.
  • O! Masz pytania!
  • Nie chcę być niegrzeczna. Mogę?
  • Być niegrzeczna? Pewnie! Wal śmiało!

  • Ale fakt, że chciał mieć baranka. To chyba jasno dowodzi, że on istnieje, nie uważasz?

Osobiście film odebrałem jako genialny, ale rozumiem też inne punkty widzenia. Wielu dorosłych zwracało mi uwagę na niepotrzebnie rozbudowany dodatkowy wątek korpo-córci a ja uważam, że może i trudno się w nim zakochać, za to … właśnie dziadek i korpo-córcia bardzo ładnie „referują” filozoficzne refleksje Saint-Exupéry’ego a to nie koniecznie jest aż takie oczywiste. Róża – miłość, zachłanna i krucha – lisek – przyjaźń, wyrozumiała i dozgonna. Mnie się podobało i wszystkim serdecznie polecam.

Mały książę [Le petit prince] (2015)

Reżyseria – Mark Osborne.
Scenariusz – Irena Brignull, Bob Persichetti.
Animacja – cała, zbyt liczna, „ekipa”, żeby dało się napisać.