Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Lady Mary, czyli potęga mitu

Niezbyt poważne

To będzie, na szczęście rzadki, post socjologiczny.

Mity.Lady.Mary.2.jpgMity.Lady.Mary.1.jpgNa początek, dla zabawy, wygooglujcie frazę „Lady Mary”. Z pewnością nie ukażą się Wam w rezultatach poszukiwania, przynajmniej nie od razu, postaci historyczne: Lady Mary (Królowa Anglii z dynastii Tudorów, ciotka Elżbiety) czy Lady Mary Wroth (poetka angielskia) ani wiersz „Lady Mary Ann” szkockiego poety Roberta Burnsa. A co się ukaże?

Lady Mary Talbot

Lady Mary Josephine Talbot, z domu Crawley, (ur. 1891) jest najstarszą córką Robert Crawleya, hrabiego Grantham i jego amerykańskiej żony Cory Crawley (z domu Levinson), a także matką obecnego dziedzica Grantham, Georgea, którego miała ze zmarłym w wypadku mężem, Matthew Crawleyem. Mary ma dwie młodsze siostry, żyjącą Edith Pelham, markizę Hexham oraz Sybil Branson, która zmarła w 1920 roku z powodu komplikacji po porodzie”. Itd…. Będzie też opisany jej wygląd zewnętrzny oraz …. osobowość i charakter.

Jeszcze śmieszniej będzie, jeśli wygooglujecie frazę „Lady Mary” w grafice Google. Znajdziecie całą masę jej (Lady Mary) zdjęć oraz odnośniki do „fryzura” oraz „stroje” (Lady Mary). A ze strony Internetowej popularnej brytyjskiej bulwarówki „Daily Mirror” dowiecie się, że „Lady Mary finally gets her happy ending as she gets married in epic Downton Abbey finale”.

Wszystko to jest bardzo ładne i ciekawe, tyle tylko, że …. TAKIEJ OSOBY NIE MA. „Lady Mary” to Michelle Dockery, angielska aktorka teatralna i filmowa, grająca główną rolę w serialu „Downton Abbey”.

Wiem, Izaura z „Niewolnicy”, Janek z „Czterech pancernych” i wiele innych fikcyjnych czy „mitologicznych” postaci też wywoływały wypieki na twarzy oraz były źródłem plotek. Wydaje mi się jednak, że dzisiaj, może ze względu na Internet, w którym można palnąć cokolwiek i to tak, jakby to była prawda, chyba dajemy się zwariować.

Rozumiem też, że nikt serialu „Downton Abbey” nie widział, nie wie, kto to Lady Mary i ma to gdzieś. Niestety to tak nie działa, bowiem pisałem już o wydarzeniach rzeczywistych, „sprawie Amandy Knox” czy „tragedii na Evereście” („Wszystko na sprzedaż”), które relacjonowane (i potem odbierane) są dokładnie tak samo realistycznie, jak dowolny humbug – np. ciąża Lady Mary. Uwaga! To nie jest takie całkiem bzdurne, jak się wydaje.

Napoleon, czyli „mały kapral”

Wzrost Napoleona a dokładnie jego niewielki wzrost, jest legendarny i przysłowiowy. W czasach Napoleona średni wzrost dorosłego Europejczyka wynosił od 164 (Niemcy, Francja) do 167 (Anglia, Szwecja) cm. Żeby być zauważalnie „małym”, trzeba było mieć, co najwyżej, 155-160 cm wzrostu. Faktycznie to niewiele, ale wszystko dokładnie wiadomo, bo niejaki Francois Carlo Antommarchi, lekarz, precyzyjnie zmierzył zwłoki Napoleona po śmierci na wyspie Św. Heleny. I zapisał: 5 stóp, 2 cale, 4 linie = 157 cm – mało. Tak to niewielki wzrost Napoleona przeszedł do historii. Ale…

Za swój nikczemny wzrost odpowiada w dużej mierze sam Napoleon, bowiem jego domeną jak i Francuzów w ogóle (wtedy), było naprawianie i porządkowanie świata metodą rewolucyjną, czyli w myśl zasady „najpierw zmienimy, potem zobaczymy”.

W 1799 roku oficjalną jednostką długości we Francji stał się metr. Ponieważ użycie tej jednostki nie było w pełni egzekwowane ani przestrzegane, w 1812 roku Napoleon wprowadził system miar „mesures usuelles”, który przywrócił tradycyjne francuskie jednostki miary w handlu detalicznym, lecz zdefiniowano je na nowo, tym razem w oparciu o jednostki metryczne. Stopę (metryczną) lub „pied métrique”, określono, jako jedną trzecią metra, czyli 33 1/3 cm. Jednostka ta była w użyciu dość krótko, do 1837 roku.” [wiki]

François Carlo Antommarchi musiał być jednym z tych „postępowych” lekarzy i nie licząc się ze skutkami, wyniki pomiarów zanotował w nowych, mało komu znanych, zupełnie niedawno zdefiniowanych jednostkach. A w nich – francuskich stopach metrycznych – 5 stóp, 2 cale, 4 linie = 171 cm. Anglicy nie mogli o tym wiedzieć. Nawet przez myśl im nie przeszło, że ktoś na kontynencie mógł być aż tak bezczelny, żeby tak, ot sobie, ni stąd ni zowąd – a to już była inicjatywa Napoleona – zmienić starą jak świat definicję „ich” stopy. Trzeba było być naprawdę dociekliwym, żeby poprawnie odczytać zapis Antommarchiego, tym bardziej, że „pied métrique” pojawiła się i znikła (nieomal) wraz z Napoleonem.

Z drugiej strony warto zauważyć, że stopa – jednostka długości – była jedną z najgorzej zdefiniowanych, żeby nie powiedzieć „mitologicznych”. W czasach około napoleońskich istniała na kontynencie zastraszająca liczba różnych „stóp” – w Belgii było ich 10, w Niemczech 20 a w samej Francji z 5! Tak więc wzrost 5 stóp, 2 cale, 4 linie – praktycznie – niewiele znaczył, bo mógł się wahać, aż trudno w to uwierzyć, od 143 (Ypres) do 184 (Bordeaux) cm.

Skąd więc się wziął „mały” Napoleon? W Anglii miał on 157 cm wzrostu i to się wyspiarzom wystarczająco spodobało, żeby informację rozpowszechnić. Wszystko wskazuje na to, że to brytyjska karykatura i prasa z uwielbieniem pastwiła się nad wzrostem znienawidzonego Francuza, bo nie za bardzo miała się nad czym (innym) pastwić. [RN na podstawie „Nic bardziej mylnego” Radka Kotarskiego]

Święty Mikołaj

Święty Mikołaj, biskup Miry, ze względu na przypisywane mu legendą uczynki (m.in. cały majątek rozdał biednym), został pierwowzorem postaci rozdającej prezenty dzieciom. Przedstawiany, jako starzec z okazałą brodą, często w infule i pastorałem, z workiem prezentów i pękiem rózg w ręce. 6 grudnia (w rocznicę śmierci świętego) grzecznym dzieciom przynosi prezenty (zwykle słodycze), a niegrzecznym (na ostrzeżenie) rózgę.

Jedna z legend głosi, że pewien człowiek, który popadł w nędzę, postanowił sprzedać swoje trzy córki do domu publicznego. Gdy biskup dowiedział się o tym, nocą wrzucił przez komin trzy sakiewki z pieniędzmi. Wpadły one do pończoch i trzewiczków, które owe córki umieściły przy kominku dla wysuszenia. Stąd w krajach, gdzie w powszechnym użyciu były kominki, powstał zwyczaj wystawiania przy nich bucików lub skarpet na prezenty. Tam, gdzie kominków nie używano, św. Mikołaj po cichutku wsuwa prezenty pod poduszkę śpiącego dziecka” [Wiki]

Komin, skarpety czy buciki (ostatecznie miejsce pod poduszką) na prezenty się zgadzają, pochodzą z legend o świętym Mikołaju z Miry, ale za nic się nie zgadza termin, w którym Mikołaj te prezenty roznosi.

Z bożonarodzeniowym Mikołajem spotkałem się po raz pierwszy we Francji, za to spotkanie było wstrząsające. Nie byłem w hipermarketach, więc nie wiem wszystkiego, ale na podparyskim osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie spędzałem Święta, wszędzie chodziły, wspinały się po ścianach i właziły do kominów (kominki były) CAŁE TŁUMY Mikołajów. Nie tych „żywych”, tylko – na szczęście – lalek, ale były one czasem wielkości dużego dziecka, więc sprawiało to wrażenie, jakiejś surrealistycznej „inwazji Mikołajów”.

Przyczyną zamieszania był najprawdopodobniej kalendarz. Niezgodność kalendarza gregoriańskiego z kalendarzem juliańskim sprawiły, że dzień św. Mikołaja według starego stylu (6 grudnia) wypadał blisko dnia Bożego Narodzenia w nowym stylu (ok. 19 grudnia). To z kolei spowodowało, że w niektórych krajach św. Mikołaj trochę się poślizgnął i został bożonarodzeniowym dziadkiem: Père Noël we Francji, Julemand w Norwegii, Babbo Natale we Włoszech. A u nas?

My nigdy nie myliliśmy kalendarza juliańskiego z gregoriańskim. W zaborze rosyjskim kalendarz juliański obowiązywał jeszcze do 1915 roku, przestrzegano podwójnego datowania, więc czasoprzestrzenne myślenie „wielowymiarowe” mieliśmy we krwi a i wpływ „europejskich” obyczajów był widocznie mniejszy, bo:

  • W Wielkopolsce, na Kujawach, na Pałukach, na Kaszubach i na Pomorzu Zachodnim prezenty na Boże Narodzenie tradycyjnie przynosi Gwiazdor, święty Mikołaj przynosi prezenty 6 grudnia.
  • W Małopolsce prezenty pod choinką zostawia Aniołek, natomiast w nocy z 5 na 6 grudnia prezenty przynosi święty Mikołaj.
  • Na Górnym Śląsku i w Czechach prezenty na Boże Narodzenie przynosi Dzieciątko utożsamiane z postacią Jezusa Chrystusa. 6 grudnia prezenty przynosi święty Mikołaj.
  • Na Dolnym Śląsku oraz na Opolszczyźnie prezenty w Boże Narodzenie przynosi Gwiazdka. [wiki]

Gdzie więc w Boże Narodzenie chodzi Mikołaj? No gdzie?

Do dziś można zamówić św. Mikołaja (nawet ze śnieżynką) na wizytę w domu, w przedszkolu czy prywatce, przy czym najtrudniej zarezerwować go na 6 grudnia. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek zamówił wizytę Mikołaja w Wigilię i tak samo nie słyszałem, żeby wigilijne prezenty pojawiały się gdzieś indziej niż … pod choinką.

Myślę sobie, że na naszych oczach materializują się dwa różne mity mikołajowe. Amerykański – z Coca Colą czy bez – głównie w warstwie alegorycznej (medialnej) oraz mit biskupa Miry w warstwie praktycznej. Na wigilijnego Mikołaja z telewizji i filmów patrzymy z sympatią, ale i pobłażaniem (jak na wszystko w telewizji i w filmie), bowiem wiemy – my, nasze dzieci i wnuczęta – że ten prawdziwy Mikołaj przyjdzie może nawet osobiście, piękny i wyniosły nieco wcześniej. Z workiem słodyczy dla dzieci grzecznych i rózgami dla pozostałych. No i z laską (pastorałem), którą każde dziecko musi uchwycić i potwierdzić, że (czy) w tym roku było grzeczne. Oszukiwać nie warto, bo Mikołaj i tak wszystko wie a laska … sparzy boleśnie po rozpoznaniu, nawet próby, kłamstwa.
Mity.Pamiętamy.jpg

A o co chodzi?

Czy komuś szkodzą piękne stroje Lady Mary? Czy zależy mi, by dociec, że Napoleon był wyższy, niż głosi legenda? Czy faktycznie bardzo mi przeszkadza, że prezenty pod choinkę rozwoziłby święty Mikołaj na saniach ciągniętych przez renifery? Oczywiście nie.

A czy przeszkadzają mi szkaradne pomniki Papieża – Polaka? I czy przeszkadzałby mi obelisk z oponą na zwieńczeniu i napisem „04.III.2016 Pamiętamy” wybudowany gdzieś przy autostradzie nieopodal Brzegu? Oczywiście tak.

Mity mogą być atrakcyjne, nawet czarujące, nieistotne czy też praktyczne i życiowe. Te mi nie wadzą. Mogą też być mity pretensjonalne, bombastyczne, ogłupiające oraz demagogiczne. Te mnie irytują (eufemizm).