Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

16-02 Narty 2016. Rozwiązanie zagadki zimowej

Foto

brenna.mapa.jpgNiestety nikt nie zgadł, że tej zimy byliśmy na nartach w … Brennej. Po prostu.

Wszystkich zmyliła najprawdopodobniej pogoda. Ciepła i deszczowa zima, która w górach była owszem może i ciepła, ale wcale nie deszczowa. Kiedy 30 km od Brennej, powiedzmy w Goczałkowicach, lało, w Dolinie Leśnicy padał śnieg i to mocno a – wbrew powszechnym opiniom o polskim braku zorganizowania – wszystko było wprost wzorowo przygotowane na zimowe ferie. Trasy narciarskie, wyciągi, wypożyczalnie, instruktorzy oraz … karczmy, kawiarnie i baseny. Dla mnie bomba!


Bywam w Brennej nie od lat. To, co zauważam przez ostatnie lata nie tylko wciąż mnie zaskakuje, ale wprost trudno w to uwierzyć. Zupełnie przypadkiem tym razem mieliśmy w Brennej 2 zimy. Poniedziałek i wtorek (8, 9 lutego) „starą” o od środy (10 lutego) „nową”. W pierwszej części jeździliśmy w słońcu, na nieomal wiosennym firnie (najlepszym śniegu, jaki istnieje) a pieczołowitość, z jaką przygotowywano i uzdatniano „znikające” trasy (było ponad 10oC) była szokująca. Górne części przejazdów pod wyciągami były to właściwie metrowej szerokości „ścieżki” sztucznie usypane łopatami i z obu stron otoczone … trawą. Co więcej, przez cały dzień – wiem, bo jeździłem – chodzili po stokach Panowie i naprawiali dziury. Brawo!

Natomiast od środy, ach, mieliśmy zimę już prawdziwą, ze śniegiem, słońcem, granatowym niebem i takimi „dywanami” wygładzonymi w nocy przez ratraki, że palce lizać. Jeśli Brenna ma być przykładem jak to ukochany nasz kraj pogrąża się w ruinie – marzę, żeby takie „pogrążanie” wciąż trwało i trwało.

Na koniec uwaga! Jest duża szansa, że za jakiś czas będziemy mieć podobne wrażenia ze Szczyrku, bowiem Słowacka spółka TMR (Tatry Mountain Resorts a.s.) kupiła ten potencjalnie najlepszy polski ośrodek narciarski. Tym razem transakcja poszła gładko, bo po kilkuletnich kłótniach pomiędzy właścicielami gruntów a wyciągów wszyscy są tym tak zmęczeni, że nawet „oddanie w cudze ręce” wzięto pod uwagę.

Zastanawialiśmy się z Marysią już kilka razy nad tym, czemu Brenna się rozwija, choć warunki naturalne ma słabe a Szczyrk, hojnie wyposażony przez naturę, marnieje. Diagnoza, jak to u Marysi, była szybka i prosta – bo w Brennej to są Ślązacy a w Szczyrku, niestety, „gorole”. Kropka. Naprawdę?

Anegdota

brenna.ski.bunny.jpgPewnego dnia, chyba we wtorek, staliśmy na dole pod wyciągiem, właściwie już wsiadaliśmy, aż tu nagle wyciąg stanął. Pan z obsługi bierze radiotelefon i zaczyna rozmawiać z tym z góry:

- „Janek, co tam? Coś się stało?”
- „Ńy, jyno sam jedna tako różowo w koło mi śe bezmała chyćiła”.
- „I co, coś jej się stało?”.
- „Ńy, nic jeji nie bydźe, ino śe trocha pobeczała”.

Za chwilę wyciąg ruszył, „wkręcenie” nie było przecież groźne (zaraz mi się kojarzy „Ziemia obiecana”), ale po kilku minutach, kiedy znalazłem się już na górze, widzę z przerażeniem, że tako różowo leży na śniegu z 20-30m od tego górnego koła. Leży na śniegu, płasko i się nie porusza.

Może tego nie widać, na pewno nie, ale jestem dżentelmenem. Więc podjeżdżam do tyj różowyj – a nie można się było pomylić, bo cała była na różowo, z białym kaskiem i butami – i pytam:

- „Przepraszam, coś się stało, źle się Pani czuje?”
- „Nie. Nic się nie stało, dobrze się czuję, tylko na dole nie ma zasięgu a tu można porozmawiać”.
- „Ja, tako różowo muśi śe przeca pogodać” pomyślałem, podarowałem sobie pytanie „ale czemu tak na leżąco” …. i pojechałem na dół.