Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

List Hołdysa

Poważne

demonstracje_niemcy.jpgList Hołdysa czytałem, słyszałem o nim już dość dawno i nie mam zastrzeżeń. Wszystko mi się zgadza, oprócz diagnozy.

O ile dobrze zrozumiałem, chodzi o to, że nie ma dziś opozycji a jeśli jest, to miałka, nieaktywna, mało sprytna itp. i żeby to uzasadnić, porównuje – moim zdaniem zupełnie błędnie – (np.) dzisiejszy KOD z dawnym KOR’em.

Opozycja.

Dawniej opozycja była IDEOLOGICZNA, dziś jest POLITYCZNA a porównywanie tych „bytów” nie ma sensu. Mówiąc krótko, ideolodzy chcieli coś zrobić a politycy chcą przejąć władzę.

Niezależnie od tego, czy mi się to podoba, czy nie, przyznaję, że polityka nie ideologiczna ma jak najbardziej sens. Żeby dziś dojść do władzy, nie trzeba wiele robić, wystarczy tylko zohydzić, skompromitować i ośmieszyć tych, którzy przy władzy byli poprzednio. A ponieważ jakakolwiek rywalizacja przeniosła się na ekrany telewizorów i portale, liczą się WYBORY, WYBORCY, NOTOWANIA, POPULARNOŚĆ, OGLĄDALNOŚĆ, CZYTALNOŚĆ. Reszta jest złudzeniem (politycznym). Naprawdę.

Czepianie się opozycji, choć słuszne, jest bezcelowe. Nie wiem, może przed kilkudziesięciu laty, „praca” do czegoś prowadziła, nawet dziś prowadzi, ale „pracą” z pewnością nie można dziś dojść do władzy. To tak nie działa. Oczywiście sam z rozrzewnieniem wspominam edukację, pracę u podstaw, słowo pisane itp. nauczycieli, autorytety, mentorów. I widzę, dziś łatwo to zauważyć, że jakiekolwiek kształtowanie poglądów ma rację jedynie wtedy, gdy trwa całe lata, wiele lat. KILKA KADENCJI SEJMU.

Wybaczcie, ale przez kilka kadencji sejmu kilka razy zmieni się system edukacji, ochrony zdrowia, emerytalny i podatkowy. Zmienią się nauczyciele, programy szkolne, żadne poglądy się nie ukształtują a „praca u podstaw” będzie wiele razy rozpoczynana od podstaw.

Ideologia.

Moim zdaniem ani władza ani opozycja się tym nie zajmuje, bo nie ma czym.

Ekonomiczna prawicowość dziś w Polsce nie występuje. Wszystkie partie – od skrajnej prawicy do lewaków – są, poza egzotycznymi zjawiskami typu Korwin, ekonomicznie komunistyczne, czyli skrajnie lewicowe. Nie występuje też lewicowość a nawet liberalizm społeczny. Wszystkie partie są społecznie skrajnie prawicowe. Tych, które nie były – już nie ma. Dlaczego? Ideologia jest za trudna a liczą się WYBORY, WYBORCY, NOTOWANIA, POPULARNOŚĆ, OGLĄDALNOŚĆ, CZYTALNOŚĆ.

Krzyczeć?

Mam nieodparte wrażenie, że Pan Hołdys namawia i zachęca do krzyku a na pewno żałuje, że nie krzyczymy. To błąd. Ludzie, do których mówi, Ci od „edukacji, pracy u podstaw, słowa pisanego, nauczycieli, autorytetów i mentorów” raczej nie krzyczą.

Ostatni raz, kiedy chciałem publicznie krzyczeć, miał miejsce w grudniu ub.r. Tak byłem nabuzowany, że na koncert świąteczny przygotowałem oporniki oraz „Tomorrow Belongs To Me” z filmu „Kabaret”. Dałem spokój i jest to dość interesujący przypadek, gdyż wcale się nie „zreflektowałem” a – jak zasugerowała mi Marysia – przeraziłem się, że od tych, od których nie chciałbym, usłyszę: „Czyś ty zwariował? Chcesz zepsuć nam Święta?” Jak widać NOTOWANIA, POPULARNOŚĆ, OGLĄDALNOŚĆ ujawniły, że nie jestem ideologiem a zwykłym dupkiem.

Nie wierzę w to, że cokolwiek pozytywnego może się stać w kręgu władza – opozycja. Nie tylko ja, bo wszystkie pozytywne przykłady cytowane przez Hołdysa to organizacje pozarządowe – czytaj apolityczne. Mam nadzieję, że to jest jakaś droga, może jedyna. Czy możliwa?

Nie wiem, wątpię, bowiem wszystkie organizacje „pro” i „anty”: pro-live, pro-eko, pro-ptaki, pro-węgiel, anty-GMO, anty-gender, anty-sześć są fanatyczne i jako takie, zarówno pożyteczne jak i … niebezpieczne.

Dopóki zajmują się propagowaniem jakichś poglądów, idei i wiedzy w sferze publicznej, dopóty mi się to podoba i nie mam zastrzeżeń. NIESTETY, NIGDY NA TYM SIĘ NIE KOŃCZY I ZAWSZE PROWADZI DO NARZUCANIA TYCH POGLĄDÓW INNYM. „Święci” zawsze chcą, żeby inni też byli „święci”, a jeśli ci inni nie chcą, trzeba ich do tego zmusić, bo są głupi. A wręcz tragedią jest narzucanie tych poglądów za pomocą prawa – „&234a. Kto się myje w poniedziałek, cały tydzień musi schnąć”.

Nie tupać, nie krzyczeć.

Dziś – w czarny poniedziałek – jestem ubrany na czarno (naprawdę!), ale nie krzyczę. A Panu Hołdysowi, zalecam napić się wody i położyć w cieniu. Aha! I obejrzeć film „Szermierz” [Miekkailija], w którym da się odczytać, " … na czym polega prawdziwy „fechtunek”. Na bezszelestnym skradaniu się do przeciwnika, bezustannym zwodzeniu, szybkich, niezauważalnie wyprowadzanych cięciach a wszystko bez krzyków, szurania nogami i tupania. Cicho, spokojnie, i … skutecznie".