Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Recenzje

Maria Gadu - Maria Gadu ****

Muzyka | Recenzje

maria_gadu1.jpgOd czasu do czasu, ale bez przesady, dostaję z Rio (od Mariany, bo Wojtek się takimi „sprawami” nie zajmuje) wiadomości muzyczne. Są to raczej ciekawostki, bo w większości dotyczą interesującej, ciepłej, ale – jak dla mnie – muzyki „etnicznej”. Niemniej …

Jakiś czas temu Mariana przysłała mi klip z występów znanego brazylijskiego gitarzysty Caetano Veloso z młodą dziewczyną – właśnie Marią Gadu. O ile nieco przesłodzony Caetano jakoś specjalnie mnie nie zainteresował, to Maria – zdecydowanie bardziej. Odniosłem wrażenie, że partner świadomie ją „przytłacza” (czego, jak każdy w głębi duszy anarchista, nie lubię), zacząłem więc drążyć i tak trafiłem na jej debiutancką płytę. Ależ mnie zaskoczyła!

Muzyka z końca świata? I tak i nie. Bo Brazylijka Maria Gadu jest tak samo z końca świata jak Jack Johnson (w końcu z Hawajów), czyli muzycznie wcale nie.

Maciej Fortuna Quartet - Lost Keys *****

Muzyka | Recenzje

Maciej Fortuna Quartet - Lost Keys, cover.jpgPo amatorsku, ale śledzę – tak mi się przynajmniej wydawało – co się dzieje na rynku płytowym, szczególnie jazzowym i zwłaszcza polskim. Widocznie jestem jakiś pokrak, bo jak mi ta płyta mogła umknąć – doprawdy nie wiem.

„Lost Keys” to album nie tylko nominowany do Fryderyka 2011 (Jazz/Debiut roku), ale – i to najważniejsze – album znakomity. Jak Pan Maciek, który dopiero w 2010 roku dostał dyplom (trąbka) Akademii Muzycznej we Wrocławiu był w stanie zrealizować aż tak przemyślany projekt, nie wiem, ale „Lost Keys” zwraca uwagę dojrzałością, żywiołowością i … brzmieniem. Dojrzałością, bo to jest jazz nieomal „mainstreamowy”, ale też pełen inwencji, mocno improwizowany (czytaj „melodii nie ma”), z perfekcyjnie dozowanym emocjami (czytaj „nie nudzi się”). No i jest w tej muzyce jakaś tajemnicza energia, żywiołowość właśnie, która wciąga i powoduje, że po wysłuchaniu płyty ma się pewien niedosyt, chęć dalszego słuchania.

Nasza Basia Kochana - Nasza Basia Kochana i Przyjaciele ****

Muzyka | Recenzje

Nasza Basia Kochana i Przyjaciele, cover.jpgNa fali wspomnień zamówiłem, a właśnie dostałem płyty NBK i Jacka Cygana („Cienie”). „Nasza Basia Kochana i Przyjaciele” nagrana została w 1993 roku na koncercie z okazji imienin Jurka Filara i zawiera – widocznie nie było ich tak wiele – większość znanych piosenek spółki Filar-Cygan plus kilka piosenek „przyjaciół”.

Niestety niewiele mnie na płycie zaskoczyło a liczyłem (słabo) na to, że po upływie lat (prawie 15-cie od pierwszej płyty) Pan Jurek otrzeźwieje i … może da spokój festiwalowym smyczkom i chórkom typu „Ali Babki”.

Bo już piosenki na pierwszej płycie NBK – moim zdaniem – skutecznie spłyca zespół Krzesimira Dębskiego (rozumiem – kolega Jacka Cygana) dręcząc smyczkami, co moim zdaniem w ogóle nie pasuje do „Snu znalezionego w lesie” czy „Samby sikoreczki”. Stresują też nużąco-agresywne chórki z „tarataaa” i „uauaaa” – ale dobra, są lata 70-te i taki styl na „estradzie” razi mało. Zresztą chórki nadawały NBK charakterystyczne brzmienie i może bez nich byłoby mniej fajnie (na pewno)?

Across the Universe ****

Film | Recenzje

Across the Universe1.jpgAcross the Universe2.jpgAcross the Universe3.jpgGłówny bohater filmu (Jim Sturgess), anglik z Livepoolu, nazywa się Jude a jego amerykańska dziewczyna (Evan Rachel Wood) Lucy. Z tego (oraz tytułu) łatwo się domyśleć, że film jest „Beatlesowy”. W tym przypadku pani reżyser (Julie Taymor – ta od „Fridy”) zdecydowała się na dość kontrowersyjny (krytykom się nie podobał) zabieg stylistyczny. Użyła (czy też scenarzyści) tekstów Lennona i McCartneya do zbudowania fabuły a nawet dialogów, ale piosenki pochodzące z wielu lat (1963-1969) mocno osadziła w hipisowskich realiach końca lat 60-tych w USA (co aż tak bardzo Beatlesowe nie jest), dodając Wietnam, zamieszki, policję oraz … Jimmi Hendrixa i Janis Joplin. Brzmi groźnie, zapowiada bowiem bałagan, ale wyszło … PIERWSZORZĘDNIE.

Latający mnich i tajemnica da Vinci ***

Film | Recenzje

Cyprian_0.jpgDawno nie widziałem tak mizernego filmu z tak ogromnym potencjałem. Film nikomu nie zaszkodzi, ale nie mam serca jakoś specjalnie go polecać, natomiast nie mogę przemilczeć, że …

Bohaterem filmu, czyli „latającym mnichem” jest brat Cyprian z Czerwonego Klasztoru. Burzliwa (zbójecka) historia jego młodości i tajemnicze rękopisy Leonarda (Dan Brown?) są już marketingowym pomysłem Pani scenarzystki, a szkoda, bo jest to postać historyczna (Franz Ignatz Jäschke), wystarczająco ciekawa, żeby nakręcić o niej film.

Cyprian, o którym – przyznaję – nie wiedziałem był bowiem pierwszym botanikiem Pienin (także Tatr) i zgromadził imponującą kolekcję roślin (czyli zielnik) z tego terenu. Był również zafascynowany lataniem i studiował mechanikę skrzydeł ptaków.

Grażyna Auguścik, Paulinho Garcia – Fragile *** (Zagadka rozwiazana)

Muzyka | Recenzje

Grażyna Auguścik, Paulinho Garcia - Fragile. cover.jpgOjcze! Jesteś niesamowity. Zagadkowa piosenka posiada portugalski tytuł „Cançao da estrada sem fim”, czyli … jest to raczej „Piosenka z niekończącej się drogi” i śpiewa ją – jak pięknie odgadłeś – brazylijski gitarzysta Paulinho Garcia. Piosenka pochodzi z płyty „Fragile”, na której Pan Garcia gra na gitarze i śpiewa razem z … Grażyną Auguścik (oboje są teraz z Chicago). Tak więc sięgnięcie do repertuaru … „Naszej Basi Kochanej” nie było aż takie tajemnicze.

Co ciekawe, jak napisałeś, są dwie wersje tej piosenki, nie wiem jednak, która z nich jest tą „pierwszą”, przynajmniej mnie nie udało się tego wyjaśnić. Może Tomek (TWW) ustali czy z „Dźwięku” powstała „Piosenka z niekończącej się drogi” czy może odwrotnie?

Michael Bublé – Christmas ****

Muzyka | Recenzje

Michael Bublé - Christmas, cover.jpgNajnowsza płyta Michael Bublé jest na tyle agresywnie reklamowana, że podszedłem do niej (z góry) z niechęcią (no… nieufnością) i odłożyłem na półkę „nie słucham”. Na szczęście coś mnie podkusiło i jednak posłuchałem a jeszcze większym szczęściem było to, że (przypadkiem) zacząłem od „Jingle Bells”. Ho, ho? Czyżbym się aż tak pomylił?

Nie, aż tak się nie pomyliłem, aż tak dowcipnie i z ikrą we wszystkich pozostałych przypadkach nie jest. Ale jest wystarczająco dowcipnie jak na „christmasowy” miks, a dodatkowo jest – co mnie mile zaskoczyło – inteligentnie. Bowiem Pan Bublé zgrabnie uciekł przed świąteczną nudą błyskotliwie manewrując cytatami i stylami.

Bill Frisell – All We Are Saying ***

Muzyka | Recenzje

Bill Frisell - All We Are Saying, cover.jpg...Wielki artysta w niewielkim, kameralnym klubie zaczarował nas swoją płaczącą gitarą. Tego się spodziewaliśmy. Ten koncert był jednak szczególny - miał formę zabawy, rebusu. Mistrz wraz z Gregiem Leiszem i Jenny Scheinman zadawał publiczności muzyczne zagadki. Każdy z utworów osnuty był na motywach twórczości czwórki z Liverpoolu lub na solowych kompozycjach Johna Lennona.

Z chaosu i muzycznego niebytu intro każdego z utworów - stopniowo wyłaniała się struktura rytmiczna, jakiś muzyczny patent przywołujący piosenkę Beatelsów. Z każdym taktem wariacje zdradzały coraz więcej. W różnych miejscach sali - w miarę gdy słuchacze orientowali się o jaki utwór chodzi - odzywał się stłumiony okrzyk radości, klaśnięcie w dłonie, lub po prostu na twarzy pojawiał się dumny uśmiech: - ja już wiem, to jest "Come Together"”.

Tak – słusznie i pięknie – napisał 6 lat temu Tomek cytowany w recenzji Justynki (były czasy!) z koncertu Billa Frisella w Hipnozie i aż sześć lat (!) musieliśmy czekać na płytową realizację projektu „Beatles-meets-jazz”. Niestety, ojoj! Doczekaliśmy się zupełnie innego projektu.

Pantaleon i wizytantki ****

Film | Recenzje

pantaleon1.jpgpantaleon2.jpgpantaleon3.jpgTak się złożyło, że ostatnie wydarzenia kulturalne przypomniały mi o recenzji filmu, którą od dawna miałem napisać. Chodzi o wizytę Mario Vargasa Llosy (na podstawie jego powieści oparty jest scenariusz filmu) w ubiegłą sobotę w Kakowie. Ciekawy wywiad z pisarzem można obejrzeć w portalu radiowej Dwójki a dwa fragmenty z jego wypowiedzi są moim zdaniem godne zacytowania.

Najważniejsze, to dobrze opowiedzieć historię”, mówił Llosa. „Każdą historię można opowiedzieć na setki sposobów, trzeba wybrać ten najlepszy” – dodał … „Nie martwię się o przyszłość literatury w Polsce, kiedy widzę tyle osób słuchających dwugodzinnej rozmowy o literaturze” – powiedział na zakończenie spotkania.

Cytat o „historiach” podoba mi się głównie dlatego, że krótko streszcza także moje odczucia dotyczące literatury oraz … filmu. Wielokrotnie naraziłem się już na krytykę ze strony młodzieży – Ach! Ty to koniecznie musisz w tym widzieć jakąś historię (co w filmie, podobno, wcale nie jest takie oczywiste).

Nawet jeśli nie jest (oczywiste), pozostaję przy „spodziewaniu się” ciekawych historii również w filmach i jeśli ktoś podobnie jak ja lubi „historie”, nie zawiedzie się na „Pantaleonie”.

Popiołki [Little Ashes (Cenicitas)] *****

Film | Recenzje

Little Ashes, poster.jpgLittle Ashes, Dali - Cenicitas.jpgPopiołki (Cenicitas) to tytuł obrazu Salvadora Dali z lat 20-tych, na którym („niby”) to widnieje Federico Garcia Lorca a film o tym samym tytule jest … poruszającą historią ich trudnej przyjaźni, czy też – nie bójmy się tego powiedzieć – romansu.

Najprawdopodobniej z powodu brawurowych początkowych scen, które obrazują „spotkanie tytanów” w akademiku (Residencia de estudiantes) w Madrycie, film tak mnie wciągnął, że bez trudu wytrwałem do końca, mimo (średnio) śmiałych scen erotycznych, których (jeśli są z panami) raczej unikam.

Tytani

Wyobraźcie sobie, że w latach 20-tych, w tym samym akademiku mieszkali: Federico García Lorca, Luis Buñuel i Salvador Dalí. Jeśli dodam, że ich wspólnym przyjacielem (głównie Feredrico) był Manuel de Falla, możecie sobie tylko wyobrazić, co tam się działo. Kobiety, wino i śpiew (jak na szalone lata 20-te przystało), utarczki słowne, przetargi ideologiczne. Jeśli się tylko skupić, świetnie się to ogląda, tym bardziej, że znakomicie dobrano aktorów do głównych ról – nieco kobiecego Lorci (Javier Beltrán), męskiego Bunuela (Matthew McNulty) i absurdalnego Dalego (Robert Pattinson).

XML feed