Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Film

I moja !

Film

Moneyball.jpgHowl.jpgAdele Blanc-Sec.jpgBardzo chętnie przyłączam się do propozycji Moniki, ale żeby całkiem zamieszać:

  • sklasyfikowałem filmy alfabetycznie, bo nie tylko nie znam się na filmie, ale nawet gwiazdek nie umiem porządnie rozdawać;
  • wybrałem filmy, które zwróciły mą uwagę – z jakiegokolwiek powodu – niekoniecznie „wielogwiazdkowego”, więc lista arcydzieł to nie jest.

Nie starałem się jakoś specjalnie, żeby były to inne filmy, niż Moniki, ale widocznie przez marność ubiegłorocznej oferty, z braku zdecydowanych asów i poszukując jakiegoś innego klucza (uwzględniłem filmy wydane na DVD, nie tylko kinowe) … faktycznie wyszło inaczej.

Moja dycha

Film

drzewo-zycia.jpgCo roku miesięcznik "Kino" publikuje listę najlepszych premier poprzedniego roku w ocenie swoich krytyków. W tym samym numerze znajdują się filmy wybierane przez studentów filmoznawstwa. Okazało się, że krytycy "Kina" są nudnymi konformistami, którzy nagradzają tylko bezpieczne filmy, które już na jakichś festiwalach zostały wcześniej nagrodzone. Oczywiście to z pewnością może być miara wybitności filmu, ale chyba nie jedyną? Nie mogę się wypowiadać odnośnie wszystkich filmów, które są na tych listach, bo nie wszystkie widziałam. Co więcej nawet nie przyszłoby mi na myśl, niektóre z nich oglądać. Nie wiem jakim sposobem komuś, kto jest młodszy niż Wisia Szymborska może się podobać film "Jak zostać królem"? To znaczy, nie dziwi mnie, że lubią go nasi stetryczali krytycy, którzy też mają często problemy z wyrażeniem własnych myśli, wątpliwej zresztą wartości i zapewne dlatego tak polubili głównego bohatera (tylko proszę z tego nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków, nie znaczy to, że "lubię "Jak zostać królem"="jestem stetryczały"), ale studenci? Największym jednak smutnym zaskoczeniem było to, że na obu listach znalazł się polski film "Erratum", który jest sztandarowym przykładem filmowego kiczu i pretensjonalności, które na dodatek ukrywają się pod płaszczykiem niby to artystycznej formy, która ogranicza się do dorzucenia w postprodukcji zielonego "tintu". Filmu "Rozstanie" niestety nie widziałam, ale mam zamiar, więc się jeszcze do niego ustosunkuję.

Po prostu polskie kino/ Róża ***

Film

Roza plakat.jpg
Wiadomo... każdy pretekst jest dobry byleby nie pisać pracy doktorskiej. Mój ukochany tata raz po raz daje mi do zrozumienia, że się na jego portalu nie produkuję. Niniejszym staram się zmienić tę sytuację.

Jakaż może być lepsza okazja do dyskusji nad kondycją polskiego kina niż trzech filmoznawców zamkniętych przez siedem godzin razem w samochodzie, w drodze na festiwal Camerimage w Bydgoszczy. Cóż nam z tych rozmów wynikło... Nie jest tak źle, ale też zbyt dobrze nie jest, czyli normalnie. Polskim reżyserom zazwyczaj brakuje odwagi wyjścia poza polskie piekiełko, w którym rządzi Andrzej Wajda i PISF. Chlubnym kontrprzykładem jest tutaj Lech Majewski, który całym tym polskim światkiem po prostu mało się przejmuje. Dzięki temu w Bydgoszczy, gdzie jego "Młyn i krzyż" nie był zapewne wcześniej wyświetlany, na festiwalu kolejka po bilety niemalże wychodziła na zewnątrz.

Across the Universe ****

Film | Recenzje

Across the Universe1.jpgAcross the Universe2.jpgAcross the Universe3.jpgGłówny bohater filmu (Jim Sturgess), anglik z Livepoolu, nazywa się Jude a jego amerykańska dziewczyna (Evan Rachel Wood) Lucy. Z tego (oraz tytułu) łatwo się domyśleć, że film jest „Beatlesowy”. W tym przypadku pani reżyser (Julie Taymor – ta od „Fridy”) zdecydowała się na dość kontrowersyjny (krytykom się nie podobał) zabieg stylistyczny. Użyła (czy też scenarzyści) tekstów Lennona i McCartneya do zbudowania fabuły a nawet dialogów, ale piosenki pochodzące z wielu lat (1963-1969) mocno osadziła w hipisowskich realiach końca lat 60-tych w USA (co aż tak bardzo Beatlesowe nie jest), dodając Wietnam, zamieszki, policję oraz … Jimmi Hendrixa i Janis Joplin. Brzmi groźnie, zapowiada bowiem bałagan, ale wyszło … PIERWSZORZĘDNIE.

Latający mnich i tajemnica da Vinci ***

Film | Recenzje

Cyprian_0.jpgDawno nie widziałem tak mizernego filmu z tak ogromnym potencjałem. Film nikomu nie zaszkodzi, ale nie mam serca jakoś specjalnie go polecać, natomiast nie mogę przemilczeć, że …

Bohaterem filmu, czyli „latającym mnichem” jest brat Cyprian z Czerwonego Klasztoru. Burzliwa (zbójecka) historia jego młodości i tajemnicze rękopisy Leonarda (Dan Brown?) są już marketingowym pomysłem Pani scenarzystki, a szkoda, bo jest to postać historyczna (Franz Ignatz Jäschke), wystarczająco ciekawa, żeby nakręcić o niej film.

Cyprian, o którym – przyznaję – nie wiedziałem był bowiem pierwszym botanikiem Pienin (także Tatr) i zgromadził imponującą kolekcję roślin (czyli zielnik) z tego terenu. Był również zafascynowany lataniem i studiował mechanikę skrzydeł ptaków.

Pantaleon i wizytantki ****

Film | Recenzje

pantaleon1.jpgpantaleon2.jpgpantaleon3.jpgTak się złożyło, że ostatnie wydarzenia kulturalne przypomniały mi o recenzji filmu, którą od dawna miałem napisać. Chodzi o wizytę Mario Vargasa Llosy (na podstawie jego powieści oparty jest scenariusz filmu) w ubiegłą sobotę w Kakowie. Ciekawy wywiad z pisarzem można obejrzeć w portalu radiowej Dwójki a dwa fragmenty z jego wypowiedzi są moim zdaniem godne zacytowania.

Najważniejsze, to dobrze opowiedzieć historię”, mówił Llosa. „Każdą historię można opowiedzieć na setki sposobów, trzeba wybrać ten najlepszy” – dodał … „Nie martwię się o przyszłość literatury w Polsce, kiedy widzę tyle osób słuchających dwugodzinnej rozmowy o literaturze” – powiedział na zakończenie spotkania.

Cytat o „historiach” podoba mi się głównie dlatego, że krótko streszcza także moje odczucia dotyczące literatury oraz … filmu. Wielokrotnie naraziłem się już na krytykę ze strony młodzieży – Ach! Ty to koniecznie musisz w tym widzieć jakąś historię (co w filmie, podobno, wcale nie jest takie oczywiste).

Nawet jeśli nie jest (oczywiste), pozostaję przy „spodziewaniu się” ciekawych historii również w filmach i jeśli ktoś podobnie jak ja lubi „historie”, nie zawiedzie się na „Pantaleonie”.

Elitarni (Tropa de Elite)

Film

elitarni.jpg

Opis, zapozyczony z "filmweb":

Jest rok 1997, do Rio de Janeiro ma przylecieć papież Jan Paweł II. Przełożeni wyznaczają kapitanowi Nascimento (należącego do oddziałów specjalnych policji) eliminację dilerów ze slumsów. Kapitan bardzo angażuje się w zadanie, jednocześnie pragnąc odejść ze służby, gdyż żona spodziewa się dziecka i naciska na niego, żeby ten odszedł z policji. Nascimento jest zmuszony znaleźć godnego sobie następcę. Potencjalnymi kandydatami zostają dwaj przyjaciele z dzieciństwa: skrupulatny, ale też lekko wybuchowy Neto, oraz spokojny Matias. Obydwaj dopiero co wstąpili do służby.

Popiołki [Little Ashes (Cenicitas)] *****

Film | Recenzje

Little Ashes, poster.jpgLittle Ashes, Dali - Cenicitas.jpgPopiołki (Cenicitas) to tytuł obrazu Salvadora Dali z lat 20-tych, na którym („niby”) to widnieje Federico Garcia Lorca a film o tym samym tytule jest … poruszającą historią ich trudnej przyjaźni, czy też – nie bójmy się tego powiedzieć – romansu.

Najprawdopodobniej z powodu brawurowych początkowych scen, które obrazują „spotkanie tytanów” w akademiku (Residencia de estudiantes) w Madrycie, film tak mnie wciągnął, że bez trudu wytrwałem do końca, mimo (średnio) śmiałych scen erotycznych, których (jeśli są z panami) raczej unikam.

Tytani

Wyobraźcie sobie, że w latach 20-tych, w tym samym akademiku mieszkali: Federico García Lorca, Luis Buñuel i Salvador Dalí. Jeśli dodam, że ich wspólnym przyjacielem (głównie Feredrico) był Manuel de Falla, możecie sobie tylko wyobrazić, co tam się działo. Kobiety, wino i śpiew (jak na szalone lata 20-te przystało), utarczki słowne, przetargi ideologiczne. Jeśli się tylko skupić, świetnie się to ogląda, tym bardziej, że znakomicie dobrano aktorów do głównych ról – nieco kobiecego Lorci (Javier Beltrán), męskiego Bunuela (Matthew McNulty) i absurdalnego Dalego (Robert Pattinson).

Bikiniarze (Стиляги) ****

Film | Recenzje

Stilyagi01.jpgStilyagi02.jpgMłody aktywista Mels, podczas „akcji prewencyjnej” (obcinanie włosów, niszczenie spodni, sukienek i nylonów) w letnim klubie moskiewskich dandysów poznaje Polzę, niezwykłej urody i delikatności dziewczynę, w której – łatwo się domyślić – zakochuje się bez pamięci. Miłość pcha go nie tylko w ramiona dziewczyny (spokojnie, wcale nie idzie niełatwo), lecz także w krąg jej towarzystwa – lekkoduchów, spędzających czas w klubach i na ulicach Moskwy lat 50-tych. Z czasem okazuje się, że ci kolorowi trefnisie i utracjusze to w rzeczywistości studenci prawa czy medycyny a łączy ich wspólna niechęć do codziennej szarzyzny, fascynacja modą i uwielbienie dla muzyki. „Pod wpływem” Mels nabywa saksofon, zaczyna grać i szybko staje się ulubieńcem zakręconego towarzystwa … oraz Polzy. Happy end?

Nie. Bo życie, wchłania jednego po drugim z grona rozchichotanych przyjaciół, rozmywa gdzieś radość i beztroskę. Tak, bo jak śpiewa Mels w końcowej, patetycznej scenie filmu:

A wiesz, to nie było takie złe. Bo ten styl wyzwala od strachu.
Ta dziwna, zła i śmieszna epoka nie starła nas jednak na pył.
Zawsze pamiętać będziemy twarze i winylowych krążków czar…

Wyjście przez sklep z pamiątkami [2010]*****

Film | Recenzje

Banksy

Wyjscie_przez_sklep_banksy2.jpgWyjscie_przez_sklep_banksy1.jpgBanksy jest najbardziej znanym i mega popularnym współczesnym „graficiarzem”, czyli artystą Street Artu. Nie wnikając w to, czy Street Art jest sztuką, czy nie, przyznaję, że kreacje Banksy’ego rzeczywiście są niebanalne – od pomysłowych i dowcipnych poprzez prowokacyjne aż do obrazoburczych.

Banksy jest też osobą enigmatyczną. Nikt (ponoć) nie wie, kim jest naprawdę, a nawet jak wygląda. Tajemniczość do murali bardzo pasuje, bo „twórczość” ta – będąca w gruncie rzeczy wandalizmem – polega na znalezieniu odpowiedniej ściany, przygotowaniu odpowiednich szablonów i materiałów, nagłym pojawieniem się w odpowiednim miejscu i czasie (często w nocy), błyskawicznym (na ile to możliwe) wykonaniu tego, co trzeba i … równie błyskawicznym spieprzaniu z miejsca pracy. Upraszczam, ale mniej więcej tak to wygląda, czy też wyglądało. W czasach, kiedy Street Art był naprawdę „podziemny” i zaangażowany.

XML feed