Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Foto

Czy to jest kraj dla starych ludzi?

Foto

Rodzice.03.jpgRodzice.02.jpgRodzice.01.jpgPrzy okazji przygotowywania do publikacji zdjęć z Brazylijczykami oraz późniejszej korespondencji z Bożenką na ich (zdjęć) temat przyszła mi do głowy ciekawa refleksja.

Liliani ma całkiem niezłe oko (do zdjęć). Jest przy tym bardzo „eklektyczna”, tzn. robi równocześnie zdjęcia prażonemu serowi i całkiem nieźle komponuje ujęcia nieomal artystyczne. „Prażonego sera” raczej nie, ale tych drugich – ewidentnie – zazdroszczę. Zauważcie, jak wiele autentycznie ładnych zdjęć zrobiła rodzicom, choć młodzi wcale oni nie są. Na czy polegał ten trik?

Rodzice.06.jpgRodzice.05.jpgRodzice.04.jpgMam teorię, że tym lepiej się „wychodzi” na zdjęciach im lepiej się czujemy sami we własnej skórze. Brazylia – czy też jej socjologia, społeczeństwo – bardzo temu pomaga, bo nie ma tam jeszcze, obowiązującego już w Europie modelu urody typu „szczupła nastolatka”. Nie mówiąc o Stanach, gdzie jakaś nieprawdopodobna liczba kobiet (i to całkiem młodych) „nosi” silikonowe gruszki zamiast piersi.

Pszczyna Summer Meeting 2016

Foto

Kraków, PszczynaPraga, PszczynaWiem, epatuję znajomością języków, ale tegoroczna wizyta „Brazyli” w Pszczynie zbiegła się w czasie z wizytą Krzysztofa z Marią (Stuttgart), Leszka (Wiedeń) i wspólnym wyjazdem z Moniką i Marcinem (Małopolska) w góry, co oceniłem za wystarczająco „międzynarodowe”, żeby zaszaleć z tytułem.

Zdjęć – ja i Liliani – pstrykaliśmy mnóstwo, całe setki, więc trudno było nie tylko je wybrać, ale też jakoś sensownie zaprezentować w je portalu. Każdy album, ze zdjęciami moimi i Liliani publikuję w „Serwisach fotograficznych” a tu, tylko linki do nich (poniżej oraz po pstryknięciu w zdjęcie obok).

Albumy

TatryPieninySkansen

Wrażenia

Wiem, jestem stary i staję się (chyba) sentymentalny, ale kiedy podczas obiadu w schronisku „Trzy Korony” (dawniej „Schronisko Śląskie”) wspominaliśmy z Moniką nasz ostatni w nim pobyt (1993, Zbyszek miał wtedy – ukradzione potem w Warszawie – grafitowe BMW M6), to miałem łzy w oczach. Było wtedy brudno i śmierdząco, jakieś szmaty wisiały na ścianach, w kilkuosobowych pokojach straszyły żelazne łóżka. Dziś ma 2 i 4 osobowe pokoje z łazienkami, panele słoneczne na dachu, ogródek dla dzieci (z leżakami dla rodziców), przytulną restaurację i zupełnie niezłe jedzenie.

16-07-10 Tatry

Foto

W Bilikovej Chacie byliśmy krótko, więc udało się zrealizować jeden spacer (do wodospadów) i - z tego jestem dumny - wycieczkę do doliny Wielickiej.

(1) Bilikova Chata – wodospady Suchej Wody – Rainerova Chata. To najstarsze schronisko w Tatrach. Maleńkie, za to z nieprawdopodobnym wystrojem i atmosferą.

Lisek spotkany przy chacie nie był oswojony, tylko raczej „przyzwyczajony”. Wyszedł spryciarz z lasu na polanę przy schronisku, bo – jak rozumiem – tam łatwiej było znaleźć coś do zjedzenia. Nieco się pomylił, bo tyko dzieci biegały za nim, żeby podzielić się batonem, a to go – najwyraźniej – nie interesowało. Trochę pobiegał i poszedł.

(2) Slezky dom (Śląski dom) – dolina Wielicka z widokami na majestatyczne stoki Gerlacha: Wodospad Wielicki, Wielicki Ogród (Kvetnica), Wyżni Wielicki Ogród (Horná Kvetnica): „Rozwijają się tam jedne z najbujniejszych w całych Tatrach zespoły ziołorośli (Adenostylion). W otoczeniu Kwietnicowego Stawu licznie rosną takie gatunki, jak: omieg górski, miłosna górska, starzec gajowy, ciemiężyca zielona, jaskier platanolistny, tojad mocny, rdest wężownik i inne” [Wiki].

Jazda jeepem wynajętym na przejazd do Doliny Wielickiej był – jak wszystkie Panie twierdzą – najbardziej ekstremalną przygodą, jaką w życiu przeżyły, choć przyznały się, że wprost umierały ze strachu dopiero wracając. Najlepsze w udawaniu były Marysia i Liliani, które – siedząc sztywno jak kołek, za to podejrzanie chichotając – robiły dobrą minę do złej gry, „żeby nie straszyć rodziców”. Kiedy mama Liliani chwyciła mnie za kolano podczas jazdy do góry (siedziałem naprzeciwko) wprawdzie rzepki mi nie zgruchotała, ale … wiedziałem już, że coś się święci. Nie wyjaśniałem, że naprawdę dramatyczna będzie dopiero jazda na dół. Wtedy paniom nerwy już puściły – mama płakała, dziewczyny krzyczały. Kierowca się uśmiechał, bo pewnie nie takich „mięczaków” już woził.


16-07-06 Pieniny

Foto

W dużym składzie – z Moniką, Marcinem i Łucją – trafiliśmy na taką pogodę, że udało nam się zrealizować cały zaplanowany program.

(1) Szczawnica - Palenica (wyciągiem ze Szczawnicy) – Szafranówka – Chata Pjeniny – Przełom potoku Leśnego – Droga Pienińska – Szczawnica. Była to lekka, łatwa, choć niekoniecznie krótka wycieczka w zasadzie w dół. Po drodze zjedliśmy obiad w słowackiej „chacie” z pysznym piwem.

(2) Czerwony Klasztor z opowieścią o „Latającym Mnichu”, przy którym cała wiedza przyrodnicza Leonarda Da Vinci była doprawdy śmieszna. Do tego spływ Dunajcem (od strony słowackiej).

(3) Przeł. Szopka (780) prawie płaskim szlakiem „przyrodniczym” z przełęczy Osice (668). Po drodze, dokładnie tam gdzie trzeba Monika z Marcinem znaleźli idealne miejsce na piknik. Na łące, wśród kwiatów i z NIEPRAWDOPODOBNYM widokiem na Tatry. Potem, z przełęczy w dół, do Sromowców a „grupa wyczynowa” zaliczyła Trzy Korony.


16-07-03 Skansen

Foto

Skansen w Chorzowie był naprawdę świetnym pomysłem – tu mi się udało, bo zupełnie nie wiedziałem, jak to dziś wygląda – i także w tym przypadku muszę powiedzieć, że mocno przyczynia się do tego wzorowa obsługa.

Przewodniczki, poprzebierane za „frelki”, takie były wesołe i zadowolone, że aż się zdziwiłem. No i to się „udziela” – Igor był chyba najpoważniejszym uczestnikiem wycieczki (słuchał „ze zrozumieniem”), za to „starsze nastolatki” bawiły się, dosłownie, jak dzieci. Tym bardziej, że trafiliśmy na niedzielę „jarmarkową” i skansen zapełniony był stoiskami z fantastycznym pieczywem, ciastami, wędlinami, przemysłowym i „domowym” piwem itp.


16-06-30 Kraków, Pszczyna

Foto

Byliśmy oczywiście w Krakowie, który z wolna staje się atrakcją turystyczną klasy światowej i to nie „potencjalną”, ze względu na zabytki, które były zawsze, ale też organizacyjną. Kościół Mariacki – wychuchany, że aż miło, Collegium Maius wprost zapiera dech w piersiach, tak jak atmosferyczny, hipsterski Kazimierz. Wyobraźcie sobie, że nawet zwiedzanie dało się załatwić po portugalsku (taśma, ale zawsze) a gdzie nie byliśmy było uprzejmie, miło i sympatycznie.


Niespodziewany komplement spotkał mnie w kawiarni „Kolory” na Kazimierzu, gdzie pewien młody Pan z obsługi zapytał mnie: „Czy Pan nie jest przypadkiem ojcem Moniki?”. Ha! Jestem aż tak znany w Krakowie?

XML feed