Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

archiwum


22.03.2009 - 28.03.2009


Koncerty na Schodach itp.

Kultura, różne

Pamięć jest zawodna, zwłaszcza moja, i bardzo „subiektywna”. Zdarza się, że o tym samym zdarzeniu opowiadamy tak inaczej, pamiętamy zupełnie inaczej. Ja Chemikalia Kulturalne pamiętam bardziej w sposób sensualny. Był to cykl różnorodnych zdarzeń kulturalnych, przez duże i małe „k”, wymyślony za „moich” czasów przez studentów Wydziału Chemicznego, skupionych wokół Rady Wydziałowej ZSP. Jednym z punktów programu był „Koncert na Schodach”, na pewno najbardziej znamienite wydarzenie. W ramach Chemikaliów odbywały się w Kinoteatrze X również występy Kabaretów, profesjonalnych, a także amatorskiego naszego, chemicznego, a także recitale uznanych piosenkarzy, zespołów. W Kinoteatrze odbywał się także „Turniej Wydziałowy” – współzawodnictwo studentów dwu kierunków naszego wydziału: technologii chemicznej i inżynierii chemicznej. Walczono zaciekle w różnych konkurencjach artystycznych, a prezentowany poziom był więcej niż przyzwoity.

Już nie pamiętam kto był gościem pierwszego „Koncertu na Schodach” (Wanda Wiłkomirska?), nie kojarzę też występu "Extra Ball", zawsze jednak byli to artyści z najwyższej półki. Pamiętam za to do dzisiaj magię miejsca, w którym się odbył. Czerwony budynek Wydziału Chemicznego, jego korytarz i klatka schodowa, zamienił się w najczarowniejszą salę koncertową. Światło „tysiąca” świec, wstawionych w lichtarze pożyczone z kościołów Gliwic, chyba wszystkich, oświetlało ciemne wnętrze, ukazując piękne sklepienie i tworząc niesamowity nastrój. Pomieszczenia, za dnia pełne studentów i naukowców odzianych w białe fartuchy, teraz przystrojone mnóstwem kwiatów doniczkowych, zapełnili elegancko ubrani słuchacze. Czy nawet chemiczne smrody, w ten wieczór, zostały przytłumione zapachami „Być może” (to były jeszcze te zgrzebne czasy), czy peweksowskim „Masumi”?

Kocham zakupy internetowe!

Programy

ADO Book.jpgOd jakiegoś czasu szukam książki “Advanced Delphi Developer's Guide to ADO (Paperback)”. W Helionie – była, ale już nie ma, znalazłem ją (za 260 zł!) w zupełnie fajnej księgarni PEtlaCzasu.pl, gdzie przyjęto zamówienie, ale po 2 tygodniach powiadomiono mnie, że zamówienie niestety nie może być zrealizowane. Zdecydowałem się więc na Amazon, gdzie książki były (nowe lub używane) w cenie od $30 do $150. Wybrałem tylko dostawców, dla których było wyraźnie napisane, że wysyłają za granicę. Np.

Shipping: In Stock. Ships from … United States. Expedited shipping available. International shipping available.

Niestety, we wszystkich przypadkach (próbowałem 4 razy, także z nową), po wybraniu adresu dostawy (niby ja) otrzymałem taką samą odpowiedź: *** We're sorry. This item can't be shipped to your selected destination. You may either change the shipping address or delete the item from your order …(See geographical restrictions.) ***

Młodość, nr 06. Emerson, Lake and Palmer – Picture at an Exhibition [1972]

Muzyka

M06Emerson, Lake & Palmer - Pictures at an Exhibition, cover.jpgZespół Emerson, Lake & Palmer był na początku lat 70-tych jedną z bardzo rozpoznawalnych i niezwykle popularnych, „progresywnych supergrup”, tzn. tworzyli go czołowi członkowie innych, wcześniej znanych (i także popularnych) zespołów i to po to, żeby zagrać coś bardzo niebanalnego. Krążyły plotki, że zespół miał się nazywać HELP od „Hendrix, Emerson, Lake & Palmer”, ale projekt ten nie wszedł nawet w fazę prób z powodu przedwczesnej śmierci Hendrix’a. A szkoda, bo brzmienie EL&P, zdominowane agresywnym keyboardami Ketih’a Emersona, nie mogło stać się „moją muzyka”. Pewnie na „keyboard” mam jakiś uraz i mimo, iż w latach 70-tych był on niezwykle „trendy”, jakoś go nie polubiłem. Za to polubiłem, i to bardzo, niesamowity głos wokalisty Greg’a Lake’a.

Młodość, nr 07. King Crimson – In The Court of The Crimson King [1969]

Muzyka

M07King Crimson - In the Court of the Crimson King, cover.jpgJeśli jakimś cudem udałoby się Wam posłuchać płyty King Crimson a po niej EL&P, zrozumiecie, co oznacza powiedzenie „jak niedaleko pada jabłko od jabłoni”. Piękna, melodyczna, bogata brzmieniowo płyta „Na zamku Karmazynowego Króla” – z chórami, flecikami i długaśnymi utworami - była niewątpliwie „softcore'owym” zwiastunem rocka symfonicznego i jazz fusion, którego „hardcorowym” następcą były „Obrazki z wystawy”. Oba zespoły „łączy” głos Greg’a Lake’a, ale też zainteresowanie – a to już jest autorstwa Roberta Fripp’a, założyciela „King Crimson” - nowymi brzmieniami i poszerzaniem obszaru zainteresowań muzycznych.

Młodość, nr 08. Mike Olfield – Tubular Bells [1973]

Muzyka

M08Mike Olfield – Tubular Bells, cover.jpgTrzy płyty: “Na zamku Karmazynowego Króla” (1969), “Obrazki z wystawy” (1972) i “Dzwony rurowe” (1973) to kamienie milowe progresywnego- i symfonicznego rocka, ale „Dzwony” wyróżniają się wśród nich (już w 1973!!) dodatkowymi efektami marketingowymi.

Wręcz legendy krążą o nagraniu tej płyty, której Oldfield jest nie tylko jedynym autorem, ale prawie jedynym wykonawcą. Legendy o 16-to ścieżkowym Ampex’ie, na którym po kolei nagrywano instrumenty, o cudach, jakich dokonywano w celu osiągnięcia odpowiednich efektów (np. nagrywanie z inną a odtwarzanie z inną prędkością). Plus okładka inspirowana obrazami belgijskiego surrealisty Rene Magritte’a, ze słynnym żartem z tyłu: „This stereo record cannot be played on old tin boxes no matter what they are fitted with. If you are in possession of such equipment please hand it into the nearest police station.”

Młodość, nr 09. Extra Ball - Go Ahead [1979]

Muzyka

M09Extra Ball - Go Ahead, cover.jpgZespól „Extra Ball” poznałem na (festiwalu?) „Chemikaliach kulturalnych”, które przez kilka lat moich studiów organizowane były na naszym wydziale. Niektóre imprezy, głownie koncerty, w ramach „Chemikaliów” odbywały się w szacownym budynku starej Chemii i nazywały się „Koncertami na schodach”. Dosłownie na schodach - miedzy głównym holem a pierwszym piętrem. Tam po raz pierwszy usłyszałem Pana Jarosława Śmietanę i do dziś – o Boże! Tyle lat! – jestem jego fanem. Na płytę „Go Ahead” trafiłem już trochę później niemniej przez wspomnienie z tego pierwszego spotkania z „Extra Ball”, zaliczam ją do wstrząsów młodości. Na początku zespół tworzyli studenci PWSM w Katowicach i mimo, że działał dość krótko przewinęła się w jego składzie cała plejada polskich jazzmanów.

Młodość, nr 10. The Beatles – Abbey Road [1969]

Muzyka

M10The Beatles - Abbey Road, cover.jpgTak naprawdę nie wiem, dlaczego trudno było mi ustalić, czy (i która) któraś z płyt Beatlesów wstrząsnęła mną w młodości. Może było to za wcześnie (dla mnie), razem z Beatlesami usłyszałem bowiem i Animals’ów i „Procol Harum” i całą masę innych zespołów. „Za chwilę” Beatlesi przestali już grać a mnie wciągnął zupełnie inny rock. Muzyka Beatlesów była dla mnie trochę jak dźwięk tykającego ściennego zegara. Z jednej strony zawsze „słyszalna”, z drugiej – wiem, że to bardzo niesprawiedliwe - jakoś mało frapująca. Może z wyjątkiem ….

Wiosną 1970 roku wprowadziłem się do internatu Technikum Chemicznego w Gliwicach. Internat znajdował się na zapleczu ul. Chorzowskiej przy ogromnym placu (z ogródkami działkowymi) otoczonym kamienicami. Najwyraźniej na ten plac wychodziły okna mieszkania jakiegoś zakręconego fana Beatlesów, bo – pamiętam jak dziś – całymi dniami słychać było na tym placu „Abbey Road”.