Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

archiwum


20.04.2009 - 26.04.2009


Wiek średni, nr 07. Fleetwood Mac - Tango In the Night [1987]

Muzyka

W07Fleetwood Mac - Tango in the night (1987), cover.jpgW07Stevie Nicks.jpgZespół „Fleetwood Mac” jest podobnie jak „The Roling Stones” czy też Lenin – wiecznie żywy, więc nic dziwnego, że – po całych latach, od „Albatrosa”, którego po raz pierwszy usłyszałem na praktykach robotniczych – w końcu mnie trafił. Muzyka „Fleetwood Mac”, taki „podrzędny niby-rock”, nigdy mi jakoś nie leżała aż pewnego wieczoru, w Katowicach, na Rodockiego w „Wieczorze płytowym” prowadzonym przez Tomasza Szachowskiego usłyszałem …. „Tango In the Night”. To jest proszę Państwa arcydzieło „podrzędnej niby-rockowości” z melodycznymi piosenkami, świetnym brzmieniem i genialnymi wokalami „panienek”: Christine McVie oraz Stevie Nicks. Plus wpadająca w oko okładka w stylu Henri Rousseau - sukces murowany.

Wiek średni, nr 06. The Modern Jazz Quartet - Blues On Bach [1973]

Muzyka

W06The Modern Jazz Quartet - Blues On Bach, cover.jpg„The Modern Jazz Quartet” był – jak wszystkie „zjawiska” kontrowersyjne – pewnym fenomenem w jazzie lat 70- tych. Nadchodził już jazz elektryczny a tu, jakby nigdy nic, dwaj czołowi wykonawcy z MJQ (Milt Jackson – wibrafon i John Lewis - fortepian) zaproponowali repertuar „super cool”. Chłodek, nastrój, stonowany klimat. Gdzie tu kontrowersja? W osobach Jackson’a i Lewis’a, którzy pochodzili jakby z różnych światów muzycznych, a płyta „Blues On Bach” jest wynikiem (próby) ich zintegrowania. Bluesowego, amerykańskiego w wydaniu Milt’a Jackson’a i klasycznego, europejskiego w osobie Jona Lewis’a (był z wykształcenia pianistą klasycznym) a w zaszczytnym dziele tej integracji muzycy posunęli się aż tak daleko, że … w kilku utworach Lewis gra nie na fortepianie a na klawesynie. Czy i jak wyszło?

życzenia dla Wojtka

Dzisiaj 23 kwietnia, a więc jedne z najbardziej popularnych imienin: Jerzego, Wojciecha. Z okazji dzisiejszego świeta życzę Ci Wojtku wszystkiego najlepszego. Jak najlepszych relacji z bliźnimi, samych przyjaznych dusz wkoło. Spełnienia marzeń, a w każdym razie posiadanie ich i dążenie do ich urzeczywistnienia. Wspaniałych, szczęśliwych i pełnych wrażeń dni.
Bożena

Generał Nil

Film

General Nil.jpgDawno już nie zamieszczałam na portalu żadnych recenzji, choć kilka dobrych polskich filmów weszło w zeszłym roku na ekrany (Boisko bezdomnych, Rysa, 33 sceny z życia). Tym razem jednak chodzi o film, którego nie mogę pominąć milczeniem i nawet wobec panującego powszechnie w moim życiu braku czasu pragnę go zareklamować. Przede wszystkim dlatego, że w obecnie panujących nastrojach związanych z tak zwaną polityką historyczną, którą niestety zapoczątkował PIS, film o główno dowodzącym Kedywem (Kierownictwo Dywersji- zbrojne ramię AK organizujące głównie działania dywersyjne) generale Auguście Emilu "Nilu" Fieldorfie może się wydawać kolejnym nudnym gniotem, na który zostaną zapędzeni uczniowie szkół średnich. I może szkoda, że tak się nie stało, ponieważ film ten mówi o wiele więcej o skomplikowanych wojennych i powojennych losach narodu polskiego niż wszędzie reklamowany "Katyń".