Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

archiwum


04.05.2009 - 10.05.2009


Leszek Możdżer - Koncert w klubie *****

Muzyka | Recenzje

lechu1.jpgDebiutuję. To moja pierwsza recenzja na tym portalu, proszę więc o wyrozumiałość. A czego ma dotyczyć? Koncertu. Wspomniany odbył się już troszkę temu i szczerze powiedziawszy miałem nadzieję że Romkowi uda się zapomnieć, iż się podjąłem (w chwili słabości) recenzji, ale niestety nie zapomniało Mu się, przysłał maila przypominacza, no więc nic mi nie pozostaje jak usiąść i napisać małe conieco.
Zdarzenie miało miejsce 27 kwietnia 2009 w niewielkiej salce Klubu Pracowników naszej szacownej Alma Mater. Na tyle niewielkiej, iż jakoś do końca nie wierzyłem, że koncert dojdzie do skutku. Ale doszedł. Punktualnie o 18 na salę wszedł Leszek Możdżer, skłonił się i usiadł przy fortepianie.

Wiek średni, nr 08. Bob Dylan - Freewheelin' Bob Dylan [1963]

Muzyka

W08Bob Dylan - Freewheelin Bob Dylan, cover.jpgBob Dylan i ja – tak można by zatytułować tę nieśmiałą próbę zrelacjonowania mojej admiracji mistrza i wyjaśnienia, dlaczego tak długo zainteresowanie Dylanem się rodziło, bo w czasach młodości – szczerze – jego płyt nie umieściłem.

Najlepsze czasy Dylana przypadły na lata mojego dzieciństwa i wczesnej młodości, więc z oczywistych względów mnie ominęły. Potem świat ogarnęła gorączka rocka, który nie tylko działką Dylana nie był, za to był moją i ten, kto nie grał na Fenderze (ewentualnie na Gibsonie) z kręgu moich zainteresowań automatycznie wypadał. Jasne, że słyszałem „Blowin' in the Wind” czy „Mr Tambourine Man”, kto nie słyszał, ale … chyba miałem wrażenie, że to muzyka „historyczna”. Dopiero po dłuższym czasie doszło do mnie, że nie ma muzyki „historycznej” – jest tylko muzyka dobra lub zła. Dziś to już wiem na pewno, ale wtedy takie rozpoznanie dopiero we mnie się rodziło i kiedy wreszcie Dylan we mnie trafił, na szczęście dość późno, chyba z większą przyjemnością niż w młodości, mogłem się nim cieszyć.