Zanim dyskusja o pięknie, kiczu itp. skręciła na tor Darwinowski, miałem pewien zamiar. Podejrzewając, że ciekawa dyskusja z Krystianem, czy to ja czy jakiś STWÓRCA decyduje o tym, co mi się podoba jeszcze trochę potrwa, postanowiłem dokonać uniku i w osobnym wątku wrócić do „symetrii”.

W swym poście o „muzyce i symetrii” Bożenka zawarła pogląd, iż – jak nasz ulubiony Mamoń – lubimy te piosenki, które już znamy. To prawda, ale Bożenka upatruje w tym zaletę (jak w greckim umiłowaniu symetrii), ja zaś wadę, no … niebezpieczeństwo. Oboje myśleliśmy zarówno o twórcach jak i odbiorcach i – to muszę przyznać – obie grupy mają prawo wyboru: jestem „mamoniowaty” lub nie. Nawet jelenie na rykowisku i orkiestry weselne mają odbiorców. Może nawet wielbicieli, co osobiście wydaje mi się dziwne, ale nich tam! Wygląda to na lewe (powiedzmy) ramię, wspomnianego przez Krystiana, dzwonu Gauss’a, z „Warszawską Jesienią” i jej wielbicielami na prawym ramieniu oraz ze mną, Bożenką i Krystianem gdzieś w środku. Jeśli żadna z tych grup, szczególnie centralna zbyt wiele nie „mamoniuje”, wszystko jest w równowadze, chwiejnej, ale jest. Warunkiem równowagi jest jednak … rynek i (statystycznie) minimalna wiedza uczestników rynku. Ci od „jeleni” widzieli Van Gogha, ale im się nie podoba a ci od „Warszawskiej Jesieni” słyszeli Perfekt, ale go nie słuchają. Co jednak, jeśli do wszystkiego wmiesza się nieuctwo i przemądrzałość?
Najnowsze komentarze
6 dni 23 godziny temu
1 tydzień 3 dni temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 4 dni temu
7 tygodni 4 dni temu
7 tygodni 4 dni temu
7 tygodni 4 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
8 tygodni 4 dni temu
8 tygodni 4 dni temu
8 tygodni 5 dni temu
9 tygodni 1 dzień temu