Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

archiwum


19.10.2009 - 25.10.2009


„Brak linii melodycznej"…

Muzyka

Coleman_Hawkins_Body_and_Soul_cover.jpg… zniechęca – ponoć - Bożenkę do słuchania jazzowych wykonań. Czy słusznie?

Body and Soul

[Frank Eyton/Johnny Green/Edward Heyman/Robert Sour]
Jest to popularna piosenka rewiowa („Three's a Crowd”) z lat 30-tych, która jakimś tajemniczym (a może wcale nie) trafem szybko zyskała popularność a z biegiem czasu (no… kilkadziesiąt lat) stała się ponadczasowym, mega-standardem jazzowym.

01 - Billie Holiday - Body and Soul (… posłuchaj). Oczywiście linii melodycznej jej nie brakuje. Choć jest to stare nagranie i drażni nieco monotonny akompaniament big-band’u, da się (być może) wyczuć w niej jakiś potencjał. Osobiście, czegoś wyraźnie wyjątkowego w piosence nie widzę.

Bob Dylan - Christmas in the Heart ***

Muzyka | Recenzje

Bob Dylan - Christmas In The Heart, cover.jpgMówię to z żalem a nawet pewnym onieśmieleniem. „Śpiewać każdy może” – wiadomo – tylko nie jestem pewien, czy zaraz trzeba to nagrywać. Nawet biorąc pod uwagę moje bezkrytyczne uwielbienie mistrza, to, że płyta jest (mam nadzieję) tylko żartem oraz, że „christmasy” są w końcu międzypokoleniowe i ponadczasowe – nie ma zmiłuj – nie będę jej bronił. Zawsze, ze wszystkiego można „coś” zrobić (dowodem dwie niedawno recenzowane płyty), ale … trzeba mieć jakiś pomysł a w tym przypadku – mistrz zagrał „jak stał”. Niestety nie wszystkie piosenki z płyty są takie „barowe” jak ta z zagadki (szkoda, może byłoby to „coś”). W większości są to znane do bólu „Winter Wonderland”, „Silver Bells” i inne, tyle tylko, że …. śpiewa je Bob Dylan (?). Jak Dylan może śpiewać „I'll Be Home for Christmas” pewnie się domyślacie? W związku z tym płytę „Christmas in the Heart” spokojnie można pominąć przy zakupach świątecznych a piszę o niej w zasadzie na wszelki wypadek – żeby komuś nie przyszło do głowy sprezentować mi ją na gwiazdkę (gdyby – tak zupełnie przypadkiem – przyszło). Płyta pewnie nie jest aż taka zła, ale jeśli już miałbym dokonać jakiegoś „świątecznego” porównania, ona mi przypomina ozdoby choinkowe z … piaskowca. Mnie nie wzięło.

Steve Kuhn - Mostly Coltrane *****

Muzyka | Recenzje

Steve Kuhn - Mostly Coltrane, cover.jpgPrzyznam, że (trochę szkoda) odkrywcą tego albumu nie jestem. „Mostly Coltrane” jest bowiem płytą miesiąca w ostatnim numerze „Audio”. Co więcej, spośród wielu płyt, które ostatnio spotkałem, przynajmniej jazzowych i tych „nowych” jest płytą zdecydowanie się wyróżniającą, może nawet najlepszą, jaką słyszałem. Jest to jazz bezlitośnie wysokich lotów, pełen napięcia, emocji i wigoru, co jest tym bardziej ciekawe, że Steve Kuhn jest pianistą naprawdę bardzo „dorosłego” pokolenia (rocznik 1938) i o aż taką energię nie podejrzewałbym go. Może dlatego, że dobrał do nagrania muzyków prawie o pokolenie młodszych, a może dlatego, że „dziadek” Kuhn ma po prostu aż taką ikrę i nerw, wyzwaniu jakim jest nagranie muzyki Coltrane’a – przynajmniej jakoś niebanalnie, pomysłowo i świeżo – nadspodziewanie dobrze sprostał.

Kolejna zagadka wyprzedzająca.

Muzyka

Uwaga! Już zbliżają się Święta a najłatwiej to poznać po pojawiających się w sklepach … płytach z “christmas’ami” (jak nazywa je Marysia). W tym roku pewnie nie będzie inaczej, ale … płyta, która ukazała się gdzieś tydzień temu, zaskoczyła nawet mnie, starego, zobojętniałego (już pewnie) zgreda.

Słucham, uszom nie wierząc i przyszło mi na myśl (wręcz nie mogę się powstrzymać) by zadać Wam pytanie:
a któż to śpiewa?